Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
Lipiec 28, 2017, 11:05:42

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane

Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Strony: 1 ... 12 13 [14] Do dołu Drukuj
Autor Wątek: bagno  (Przeczytany 77221 razy)
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #195 : Kwiecień 15, 2016, 06:11:53

http://www.konskie.org.pl/2016/04/gawedy-starego-zonierza-1915-walki.html

Czytając artykuł na stronie konskie... o żołnierzach Beliniakach, przypomniały mi się zapiski inż. ppor. Henryka Bagińskiego o swoim pobycie w okolicach Końskich w 1915 roku. Szukałem informacji na temat autora „Gawęd”. Udało mi się nieco odnaleźć:

    Henryk Bagiński urodził się 19.01.1888 w Klwowie niedaleko Opoczna. Od najmłodszych lat żywo interesował się wojskowością, historią i militarystyką. Zmarł 13.12.1973 w Warszawie – historyk wojskowości, inżynier, instruktor harcerski i harcmistrz, pułkownik dyplomowany saperów Wojska Polskiego. Po wybuchu I wojny światowej zgłosił się ochotniczo w stopniu podporucznika do Legionu Puławskiego przy armii rosyjskiej, później do 1 Dywizji Strzelców Polskich. Po rewolucji w 1917 znalazł się w I Korpusie Polskim gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego, zaś po jego rozwiązaniu – na Kubaniu w 4 Dywizji Strzelców Polskich gen. Lucjana Żeligowskiego, w której w stopniu kapitana dowodził samodzielną kompanią inżynieryjną. W 1919 razem z dywizją wrócił do kraju.


Drobny epizod z żołnierskiego życia opisany został przez Bagińskiego na łamach Wiadomości Wojskowych wydanych w Kijowie 10.04.1917 roku. Na poszarpanych przez czas stronach gazetki zdołałem wyczytać nazwy miejscowości Szkucin, Fałków, Lipa i Końskie. Powoli i ostrożnie rozprostowywałem zniszczone kartki czytając o wojennej przygodzie Polskich Legionistów. Poniżej trochę historii na temat pierwszych miesiącach Wielkiej Wojny.

Gawędy starego żołnierza 1915

Po przybyciu do armii czynnej I. Legion zajął okopy fałkowskie, a sztab wraz z rezerwową kompanią kwaterował we wsi Lipa. Przez jakiś czas odbywano jeszcze ćwiczenia w strzelaniu we wsi Plenna pod Radoszycami. Na pozycjach pod Fałkowem, na pierwszej linii bywało kilka starć z wojskiem niemieckim. Przed atakiem wszyscy polscy oficerowie naradzali się między sobą jak zabezpieczyć się, by Austriacy przed czasem nie spostrzegli się o naszych zamiarach. Porobiono zarządzenia, by przypadkowy strzał nie uwiadomił ich o tym. Bezczynni dotąd i próżnujący w okopach legioniści wiadomość o czekającym ich chrzcie bojowym przyjęli z zapałem. Żołnierze pilnie czyścili błyszczące bez zarzutu karabiny, żartując i przekomarzając się. Przedmiotem żartów był głównie ulubieniec legionu Japończyk, zwał się Tom-Som. Tom-Soma przecież nie weźmiemy do ataku, gotów by się nam gdzieś zaprzepaścić!...
Oczywiście, że brać go nie warto. Taki mały smyk w pierwszym lepszym rowie się zachłyśnie i już gotów.
- To nic...Tom ma… widzę ochotę – schowamy go do ładownicy...
- Dobra to jest myśl! Ale niebezpieczna, mógłby się ktoś omylić i nabić nim karabin.
No to paf! I Tom pierwszy znalazłby się w niemieckich okopach.
O zmroku, pierwsza kompania pod dowództwem kapitana Trygara miała obejść zabudowania Zbójna i rozpoznać pozycje wroga w okolicy Sępu. Oddział karabinów maszynowych pod dowództwem podporucznika Stanisława Jaworskiego ubezpieczał drogę Końskie - Fałków, a 2., 3. i 4. kompania zabezpieczały odcinek od Kołońca w stronę Sępu. Pozycje wroga znajdowały się za torfowiskami ukryte w zagajniku. Jednak to 2. kompania pod dowództwem kapitana Konrada Ossowskiego z młodszym oficerem chorążym Zygmuntem Masłowskim natknęła się na patrol Austriaków i uderzyła na nieprzyjaciela. Nie padł ani jeden strzał, 4 żołnierzy zakłuto bagnetem, nie zdążyli zdjąć karabinów z ramienia. 3 kompania pod dowództwem kapitana Leona Sułkowskiego z młodszym oficerem chorążym Edwardem Okołowem podeszła bardzo blisko zabudowań wsi Sęp. Chcieli koniecznie zdobyć karabin maszynowy umocniony tuż za stodołą przy rzece. 4 kompania z kapitanem Komierowskim i chorążym Rafałem Sołtanem stanowiła odwód. Na najdalej wysunięty odcinek przeprowadzono telefon, a służbę łączności pełnił por. inż. Jan Wlekliński.
Po krótkiej i cichej walce z patrolem, 2 kompania wchodziła na torfowisko przed okopami wroga.
Tstst.....Ciszej ! Któremu tam karabin chroboce… - rzucił szeptem chorąży Masłowski, prowadzący swoją półkompanię. Zapanowała cisza, przerywana jedynie głuchym szmerem. Z zapartym tchem, krokami skradającego się rysia, żołnierze zstępowali z wolna ze wzgórza na rozkopane torfowiska. Od tej pory już każdy krok trzeba było pokonywać z trudnościami w postaci napotkanych rowów, głębokich na 2 sążnie dołów wypełnionych wodą. Legioniści pomagali sobie wzajemnie w tej cichej walce z naturą, wyciągając grzęznących w rowach towarzyszy rękoma, podając im kolby karabinów i pasy, a tu i ówdzie padał stłumiony okrzyk „psiakrew” na który inni spieszyli ratować legionistę, wyciągając go z rowu. Przebrnąwszy przez te naturalną przeszkodę, żołnierze zatrzymali się i wyrównali szyk, gotowi ruszyć naprzód na ukrytych w zagajniku Austriaków. Wtem, po drugiej stronie zagajnika we wsi Zbójno wybuchł pożar, oświetlając jaskrawą łuną odwróconych w stronę pożaru CK żołnierzy. To oddział kapitana Trygara podpalił stodołę odwracając uwagę wroga od 2. kompanii.
Masłowski krzyknął po linii - na bagnety!
I oddział ruszył ostatnie 200 metrów po otwartym i oświetlonym polu. Trzask i huk od palącej się stodoły zagłuszyły bieg żołnierzy, a kiedy byli tuż przed stanowiskami nieprzyjaciela odezwały się 2 karabiny maszynowe Jaworskiego, który ostrzelał podjazd konny jadący do pożaru. W tym zgiełku Austriacy nawet nie wiedzieli kiedy śmierć ich skosiła. Pozycje na zagajniku zostały zdobyte, 18. żołnierzy armii CK poległo, zaś po stronie naszej 3 rannych i jedna złamana noga.
3. kompania myśląc, że pożar i strzały to główne uderzenie, ruszyli w stronę zamaskowanych Austriaków przy rzece. Nagle zarechotały nieprzyjacielskie kartaczownice, zatrzeszczały karabiny. Spostrzegłszy atakujących, Austriacy powitali ich huraganowym ogniem. Chwyciwszy krzepko w dłonie karabiny legioniści rzucili się na bagnety. Na ten widok chorąży Masłowski ruszył na pomoc ostrzeliwanej ciężkim ogniem 3. kompanii. Na czele brocząc obficie krwią ze strzaskanej pociskiem lewej ręki, biegł ze wzniesionym do góry pałaszem. Jako pierwszy wskoczył w okop nieprzyjacielski i dostał drugi postrzał w piersi. Wierni szeregowi usiłowali uprowadzić go z ataku lecz wtedy wybuchł ręczny granat zabijając młodego chorążego na miejscu. W zajętym przez Legion okopie wrzała krwawa walka. Część Austriaków pierzchnęła w kierunku swoich rezerw w Fałkowie, druga część została wykłuta bagnetami. W tym momencie zwycięstwo było po stronie Legionu, którego całkowite straty wyniosły z górą 23 żołnierzy zabitych i rannych. Austriaków zginęło ponad 40.
Niestety nie udało się utrzymać zdobytych pozycji. Jednostki CK armii przeszły do kontrataku wzmocnieni licznymi rezerwami żołnierzy. Legionowi dano rozkaz cofania się, co wywołało w szeregach szczególny skutek. Żołnierze klękali przed oficerami, błagając o pozwolenie bronienia okopów do ostatniej kropli krwi. Tak to zakończyła się krótka batalia na pograniczu wojennym i taki był chrzest bojowy Wschodniego Legionu Polskiego.
Obok chorążego Masłowskiego zginął plutonowy Mieczysław Moczydłowski, młodsi podoficerowie – Tadeusz Dąbrowski, Ludwik Bayer, Leopold Petrakowski, Adam Koral i kilkunastu szeregowców.
Japończyk Tom-Som spisał się dzielnie w walce zabijając bagnetem 2. z niemieckiej czaty patrolu.
Henryk Bagiński
( przygotował Pavelock) fotki do artykułu  pod  linkiem  umieszczonym  na  początku



Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
emes
Skarbnik MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 29
Offline Offline

Wiadomości: 1137



Odpowiedz #196 : Kwiecień 15, 2016, 13:41:47

ciekawa historia, szczególnie to polsko - japońskie braterstwo broni  Uśmiech
Zapisane

"Całemu oddziałowi wojska złożono najserdeczniejsze życzenia ekshumacji" (anonimowy uczeń)
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #197 : Maj 20, 2016, 19:10:52

http://www.konskie.org.pl/2016/03/poszukiwanie-mogiy-majora-hubala-czesc-i.html

Poszukiwanie mogiły majora Hubala, część I
Szanowni Państwo!

W związku z prowadzonymi w ostatnich dniach na cmentarzu parafialnym w Inowłodzu poszukiwaniami mogiły majora Henryka Dobrzańskiego – Hubala, postanowiliśmy udostępnić państwu rozdział książki Jacka Lombarskiego „Major Hubal Legendy i mity”, „Poszukiwanie mogiły”.
Poniższy praca prezentuje w obszerny sposób przebieg prowadzonych badań i związanych z nimi perturbacji, niejednokrotnie mających podłoże czysto polityczne.
Ponieważ książka „Major Hubal Legendy i mity” wydana została w 2011 roku, pozwoliliśmy sobie na uaktualnienie udostępnionego rozdziału. Post scriptum wkrótce na stronie Końskie.org.pl…
Poszukiwanie mogiły

W maju 2006 roku opinię publiczną zelektryzowała sensacyjna wiadomość. Odnotowały ją nawet dzienniki, na co dzień zajmujące się sprawami ekonomicznymi. Zajawki artykułów krzyczały na pierwszej stronie: Odnaleziono grób majora Hubala. Sam artykuł miał już jednak ostrożniejszy tytuł: Czy odnaleziono grób majora Hubala?
Pierwsze poszukiwania mogiły majora Henryka Dobrzańskiego miały miejsce już kilka dni po jego śmierci. Co jakiś czas pojawiają się nowe wskazówki, ale jak do tej pory tajemnica miejsca jego pochówku nie została rozwiązana.
Niemcy byli dumni z pokonania „Der Schimmelmajor”, a jego ciało wystawione zostało na widok publiczny. Zofia Matuszczakówna z siostrą, wiedzione chęcią uczestniczenia w pogrzebie, znalazły się obok cmentarza koło koszar - pisał Jan Wroniszewski, hubalczyk.
- Na skłonie przydrożnego rowu na wprost bramy cmentarnej, leżały na chłopskiej baranicy zwłoki mężczyzny z brodą, w mundurze wojskowym i w długich butach. Widocznie w tym miejscu zdjęto je z samochodu. Niemcy nie rozpędzali gromadzących się ludzi. Zależało im widocznie, aby mieszkańcy Tomaszowa [Mazowieckiego - dop. JL] przekonali się naocznie, że Hubal nie żyje. [1]
Również, według relacji świadków, Niemcy początkowo nie mieli zamiaru ukrywania miejsca pochówku majora Dobrzańskiego. (...) Stanisław Rżanek - Graf i Włodzimierz Rudź, nie widzieli już zwłok obok szosy - przytacza inną relację Zbigniew Wroniszewski. - Stojąc na jej brzegu widzieli dużą gromadę żołnierzy niemieckich stojących bezładną kupą w odległości 80-100 kroków koło jakiegoś wykopu przy głównej alei. Żołnierze byli bez broni, nie zachowywali postawy wojskowej, a swoboda w umundurowaniu nasuwała przypuszczenie, że przyszli tu z pobliskich koszar nie z rozkazu, a tylko wiedzeni ciekawością i chęcią uczestniczenia w pogrzebie „des tollen Majors”. [2] Z Polaków nikt bliżej nie podchodził. [3] Jest całkiem możliwe, że pierwotnie wydano rozkaz o pochowaniu majora Dobrzańskiego na cmentarzu wojskowym na wprost koszar. Jednak czytajmy dalej: Domyślać się tylko można, że veto postawiła Sicherhestpolizei i SD w Radomiu, zaalarmowana, przez Dienstelle Tomaszów, o żywym oddźwięku wśród ludności polskiej. (... ) być może rozkaz przetelefonowano do koszar ze Spały, gdzie mieściło się Oberkommando Ost z dowódcą gen. Jahannem Blaskowitzem, a od 1 maja - gen. v. Giennanthem. [4]
Pierwszym, który postanowił odszukać grób Dobrzańskiego był dr Maurycy Mittelstaedt [5], miejscowy lekarz, mieszkający niedaleko koszar 372 Dywizji Piechoty. Dla całości zagadnienia należy jeszcze zanotować pogłoskę o rzekomym pochowaniu Majora w lesie okalającym koszary, w odległości 8 m od głównego budynku. Pogłoska ta była wtedy tak uparcie w Tomaszowie powtarzana, że dał jej wiarę lekarz miejski dr Maurycy Mittelstaedt. Będąc raz w gronie młodych kolegów powziął zamiar złożenia wiązanki kwiatów na grobie Hubala. Przeszedł śmiało parkan i chodząc po lesie zaczął szukać mogiły. Naturalnie nie znalazł jej, natknął się natomiast na patrol wojskowy. Po doprowadzeniu na wartownię i wylegitymowaniu puszczono go wolno, lecz po paru dniach z innego oskarżenia aresztowano i wywieziono do obozu w Oświęcimiu. [6]
Podobną wersją podał M. Derecki w pierwszym wydaniu Tropem majora „Hubala”. Informację tę prostuje Derecki w drugim wydaniu: (...) skontaktował się ze mną dr Mittaelstedt, lekarz zamieszkały w Warszawie. Okazuje się, że zaraz po zakończeniu wojny wrócił do kraju. A do koszar w Tomaszowie Mazowieckim przedostał się w 1940 r. nie celem złożenia kwiatów na grobie „Hubala”, ale z rozkazu organizacji podziemnej, do której należał, aby dowiedzieć się, co się stało ze zwłokami majora. [7]
Pierwsze pogłoski o tym, że mogiła majora Dobrzańskiego znajduje się poza terenem tomaszowskich koszar, zdobył restaurator Karol Pahl. Witold Rutkiewicz poszukując w 1979 roku grobu Hubala zanotował następującą relację: To, co chcę opowiedzieć (...) brzmi nieprawdopodobnie, dlatego milczałem do tej pory. Milczałem również dlatego, że uczestnicy tych wydarzeń nie żyją. Nie miałem więc i nie mam żadnych świadków. 7 czy 8 maja 1940 roku dostaliśmy rozkaz odnalezienia grobu Hubala. Rozkaz pochodził z Warszawy, od kogo - nie wiem. W tym czasie w Tomaszowie przy placu Kościuszki prowadził knajpę Karol Pahl. Wstęp do niej mieli tylko Niemcy. Przychodził również kierowca niemiecki, który podobno brał udział w pochowaniu majora. Zakochał się w dziewczynie, która tu pracowała. Stąd uzyskaliśmy informację o grobie Hubala. Grób ten płytki zresztą i niedbale zamaskowany pod ściółką leśną znajdował się w lesie pod Tomaszowem Mazowieckim w rowie tam gdzie przebiegała granica powiatu brzezińskiego i rawskiego. W nocy z 10 na 11 maja 1940 udaliśmy się tam furmanką. Ciało było w rozkładzie, owinięte w kawałek niemieckiej plandeki. Zawieźliśmy ciało majora na cmentarz w Tomaszowie Mazowieckim Przeszliśmy przez mur (mieliśmy ze sobą sznury i drabinkę). Wykonaliśmy dół głęboki na półtora metra. Padał deszcz, który mógł usunąć wszelkie ślady kopania. Dzisiaj w tym miejscu stoi kaplica, którą wybudowano kilka lat temu. Milczałem wtedy, jeszcze się zresztą nie szukało grobu Majora. [8]
A jednak rozmówca Rutkiewicza mylił się. Pierwsze poszukiwania mogiły po wojnie miały miejsce już w 1946 lub 1947 roku. W dość obszerny sposób zrelacjonował je Henryk Sobierajski, wnuk majora Dobrzańskiego, w wywiadzie udzielonym Jarosławowi Sobkowskiemu dla „Gazety Wyborczej”.
Pierwszą akcję zainicjowała zaraz po wojnie w 1946 lub 1947 roku starsza siostra dziadka, Leonia Papée. Była żoną kolegi „Hubala” jeszcze z czasów I wojny światowej Kazimierza Papée, który w latach 30. pełnił funkcję polskiego komisarza w Wolnym Mieście Gdańsku. Później, od 1936 roku [9], był ambasadorem Polski w Watykanie. (...) Mówię o Kazimierzu Papée, dlatego, że Leonia, będąc z mężem na placówce w Watykanie, miała w czasie wojny kontakty z niemieckimi dyplomatami. Podczas jednego z takich spotkań dowiedziała się o śmierci brata. Ponoć któryś z Niemców chwalił się, że udało im się zniszczyć ostatni polski oddział regularnej armii. Leonia, jak mi mówiono, zemdlała na tę wiadomość. Wiem jednak z całą pewnością, że otrzymała od Niemców zdjęcie grobu. To był brzozowy krzyż z napisem: „Hier liegt ein Held” (Tu leży bohater). Może napis wykonano jedynie na potrzeby fotografii. Powiedziano jej też, że został pochowany na terenie wojskowym. (...) [10] Leonia sama pozostając w Watykanie, wysłała do Polski trzyosobową, powiedzmy, komisję. Zaopatrzyła ją w fotografię grobu i wiedzę, którą otrzymała od Niemców. Ci ludzie weszli na teren jednostki w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie w czasie wojny stacjonowała 372. dywizja Wehrmachtu, uczestnicząca w rozbiciu oddziału „Hubala”. Wydawało się najbardziej prawdopodobne, że tam pochowano ciało Dobrzańskiego. Niestety nie udało się odnaleźć grobu, mimo że grupa działała tuż po wojnie i pamięć o wydarzeniach była jeszcze bardzo świeża. (...) [11]
Na początku lat siedemdziesiątych poszukiwaniem mogiły zajął się odtwórca roli Hubala, Ryszard Filipski. Ja osobiście szukałem grobu majora Dobrzańskiego jeszcze w latach 70. ale bliżej Warszawy, bo takie miałem informacje. Wiedziałem też, że Niemcy wywieźli zwłoki z Tomaszowa na odległość ok. 60 km. Nie udało się… [12]
Był jeszcze jeden ślad, który, gdyby okazał się prawdziwy, mógłby udaremnić wszelkie próby odnalezienia mogiły majora. W cytowanym wyżej wywiadzie, jaki udzielił Henryk Sobierajski „Gazecie Wyborczej” [13], czytamy: (...) pojawił się jeszcze jeden ślad. Pochodził od kapitana Ludowego Wojska Polskiego Wacława Ogórka. Mieszkał w Tomaszowie Mazowieckim i służył tam przez wiele lat. Pamiętał ludzi, którzy w latach 40. szukali „Hubala”, czyli komisję Leonii Papée. Relacjonował, że w latach 50. jako podporucznik prowadził zajęcia ze swoim plutonem na terenie jednostki. Wydał kompaniom rozkaz wykopania stanowisk ogniowych, a sam poszedł do domu na obiad. Kiedy wrócił żołnierze opowiedzieli mu, że znaleźli „ciało oficera leżącego na kożuchu”. Skojarzenia były jednoznaczne - „Hubal”. Zwłok jednak nie widział, bo zamknięto je w jakimś garażu. Szybko też do jednostki przyjechał z Warszawy oficer służby informacyjnej, który zwołał naradę dowódców. Zagroził, że jeżeli ktoś będzie rozpowszechniał plotki o znalezieniu ciała Dobrzańskiego odda go pod sąd. Zwłoki gdzieś wywieziono.
Henryk Sobierajski zaznacza jednak, że nie chce się do przytoczonej informacji ustosunkowywać, ponieważ nigdzie nie znalazł dowodów na jej potwierdzenie.
Znacznie więcej informacji na ten temat zawiera artykuł Ryszarda Poradowskiego zamieszczony w Biuletynie IPN z 1997 roku [15]. Jak pisze Poradowski w punkcie 10. zestawienia miejsc pochówku (relacja Wacława Ogórka, list z 1973 r.): Koszary w Tomaszowie Mazowieckim, w okresie wojny zajmowane były przez hitlerowców, po wyzwoleniu - LWP. W1948 r. przypadkowo podczas ćwiczeń odkopano zwłoki „w kożuchu i spodniach bryczesach”. Wywieziono je z koszar na cmentarz w Tomaszowie i złożono w kwaterze żołnierzy polskich poległych w 1939 r. (przy ul. Smutnej).
W tym samym zestawieniu w punkcie 16. (relacja złożona przez Mieczysława Zmysłowskiego) czytamy: Koszary wojskowe w Tomaszowie Mazowieckim. Jeszcze w 1957 r. była tu kiedyś symboliczna mogiła, przy ogrodzeniu, w pobliżu altanki, za szopą. [16]
W 1969 roku Jan Sekulak nawiązał kontakt korespondencyjny z dr. Heinrichem Schreihage, oficerem zwiadu 372. Dywizji Piechoty Wehrmachtu, uczestnikiem akcji przeciwko oddziałowi majora Hubala. Jak okazało się w wyniku korespondencji, to właśnie on zabrał dokumenty i osobiste drobiazgi majora Dobrzańskiego oraz znał miejsce pochówku. [17] W 1972 roku Sekulak pojechał do dr. Schreihage do Karl-Marx-Stadt i przeprowadził z nim długą rozmowę. [18]
29 kwietnia miejsce postoju oddziału zostało jednoznacznie ustalone - mówił dr Schreihage. - Do akcji wprowadzono dwa bataliony dywizji, wyłonione z 650 i 651 pp. O świcie 30 kwietnia, w czasie, gdy oddział wypoczywał w lasku obok Anielina, dopadły go jednostki dywizji. W czasie krótkiej wymiany ognia, major Dobrzański zginął na miejscu. (...) Ja sam byłem wtedy w pobliżu Studzianny względnie Poświętnego. Wówczas we wczesnych godzinach rannych - mogła to być godz. 6.00 lub 6.30 - widziałem jak zwłoki majora przewożono samochodem ciężarowym. (... ) W międzyczasie zabrano zmarłemu dokumenty i inne rzeczy, które początkowo znalazły się w moim posiadaniu (...), ale zgodnie z rozkazem musiałem je natychmiast przekazać placówce Abwehry w Radomiu. Następnego dnia, tj. 1 maja dowódca Odcinka Granicznego „Środek”, gen. kawalerii baron Gienanth (...) pojechał do Tomaszowa Maz. odwiedzić [19] trumnę, do której w międzyczasie włożono ciało Hubala. Trumna ta znajdowała się w koszarach, w opróżnionym garażu (działowni). Była wykonana z surowych, nieheblowanych desek. Major był w pełnym umundurowaniu, chociaż bez pasa głównego, bluza munduru zapięta, na niej było widać ślad śmiertelnego postrzału w serce. (...) Wtedy tam, w koszarach ktoś z placówki Abwehry w Radomiu wykonał jeszcze jedno zdjęcie ciała w trumnie (...) - do dzisiaj nie odnalezione (...) Zdjęcie to widziałem. Zostało nam (dywizji) przesłane przez placówkę Abwehry, ale oczywiście jako ściśle tajne. Zdjęcie to nadeszło do dywizji pocztą służbową. Wiem również, że gen. von der Lippe miał jeden egzemplarz tego zdjęcia, ale tego zdjęcia u niego już nie ma. (...) gen. von der Lippe zmarł już w 1956 roku. Należy żałować, że zdjęcia tego nie można odnaleźć, bowiem również ono dowodziłoby, że o maltretowaniu Hubala nie może być mowy. [20]
Należy się kilka słów wyjaśnienia, co do ostatniego zdania przytoczonej wypowiedzi. Od samego początku pojawia się plotka o zmasakrowaniu ciała majora Dobrzańskiego przez niosących go z lasu żołnierzy. Legendę tę powtarzał, za Wincentym Miszczykiem, Zygmunt Laskowski, który 30 kwietnia 1940 roku, w dniu śmierci majora, był w Rzeczycy i nie mógł być naocznym świadkiem wydarzeń. Nikt ze świadków składających późniejsze relacje nie wspomina ani słowem o jakichkolwiek śladach profanacji zwłok.
Wróćmy jednak do relacji dr Schreihage. Co zaś dotyczy pochowania majora Hubala (...) to na ten temat nie mogę niczego powiedzieć, co wynikałoby z osobistych obserwacji. Pogrzebu nie urządziła moja dywizja, wykonały to inne jednostki służbowe. Wówczas byłem przekonany, że dokonało tego Naczelne Dowództwo „Wschód”, bo jeden z oficerów tego sztabu nadmienił mi, że grób ma znajdować się w rejonie leśnym, około 5 km na północny wschód od Tomaszowa Maz., na północ od drogi prowadzącej do Rawy Maz. Według informacji tego oficera, dokładne położenie grobu zostało naniesione na mapie, dołączonej do raportu o tym zdarzeniu. Po wojnie usiłowałem nawiązać kontakt z żyjącymi jeszcze b. oficerami Naczelnego Dowództwa „Wschód” i dowiedzieć się czegoś bliższego na ten temat. Niestety próby te zakończyły się niepowodzeniem. Ku mojemu zmartwieniu nie udało mi się odnaleźć oficera ściśle powiązanego z tą sprawą. Zakładając jednak, że wskazówki, które otrzymałem na temat łożenia grobu są prawdziwe, to winien on znajdować się w pobliżu drogi leśnej, biegnącej w odległości około 4,5 lub 4,2 km, na północ od Tomaszowa, do miejscowości Cekanów. [22] Tyle miał do powiedzenia oficer zwiadu dr Schreihage, prawdopodobnie autor większości pośmiertnych zdjęć majora Hubala.
W 1973 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, dzięki staraniom Jana Sekulaka, rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę poszukiwania mogiły majora Dobrzańskiego. Sprawa otrzymała sygnaturę akt Kpp88/73/UP. Osobą prowadzącą była sędzia Urszula Prus. Na podstawie zebranych relacji Jana Sekulaka i Ludmiły Żero, sporządzono 17 maja 1973 roku „Postanowienie o zarządzeniu ekshumacji”. Sędzia Urszula Prus delegowana do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce na podstawie art. 4 dekr. z dnia 10.XI.1945 r. /Dz.U.Nr. 51, poz. 293/postanowiła na zasadzie art. 188 kpk zarządzić przeprowadzenie ekshumacji zwłok majora Henryka Dobrzańskiego (Hubala). Uzasadnienie: Na podstawie przeprowadzonego postępowania dowodowego zostało ustalone, co następuje: 30 kwietnia 1940 r. w lesie pod Anielinem został rozstrzelany major Hubal (Henryk Dobrzański) - dowódca Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego, który od września 1939 r. do kwietnia 1940 r. walczył z Niemcami na terenie Kielecczyzny. Wg relacji świadka Jana Sekulaka został on pochowany przez Niemców w rejonie leśnym położonym na północny wschód od Tomaszowa Mazowieckiego. Dane zaczerpnięte ze źródeł niemieckich pozwoliły ustalić z dużą dokładnością miejsce złożenia zwłok. Grób znajduje się w odległości 300 m od szosy Tomaszów Mazowiecki - Cekanów w kierunku wschodnim. Major „Hubal” został pochowany w mundurze oficerskim, na szyi miał medalik z metalu (fotokopia medalika w aktach). Ponieważ zebrany materiał dowodowy jest wystarczający do zarządzenia ekshumacji należało orzec jak w sentencji. [24]
Do przeprowadzenia ekshumacji wyznaczony został zespół, w skład którego wszedł dr medycyny sądowej Aleksander Bąkowski. Datę rozpoczęcia prac ekshumacyjnych wyznaczono na 25 maja 1973 roku z zastrzeżeniem by nie podawać jej do publicznej wiadomości. Ekshumację miała przeprowadzić Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Łodzi. Cztery dni przed terminem jej rozpoczęcia sędzina Prus odwołała prace, informując telefonicznie łódzką komisję, że sprawa ze względu na swój charakter wymaga decyzji politycznych na szczeblu centralnym. [25] Szerzej okoliczności wstrzymania prac ekshumacyjnych wyjaśnił dr Bąkowski w wywiadzie udzielonym Ryszardowi Parce w 2006 roku.
Wspomnienia Bąkowskiego to materiał sensacyjny - pisał Parka. - O tamtych poszukiwaniach wiadomo było niewiele. Rozpoczęto je w 1973 roku, wyznaczono nawet datę ekshumacji, ale w ostatniej chwili sędzia, która wydała postanowienie - cofnęła swoją decyzję. Z uwagi na „warunki atmosferyczne”. - Ja ją spotkałem przypadkiem. Kilka miesięcy później. I nagle się okazało, że jej mąż został skierowany na zagraniczną placówkę i ona z nim wyjeżdża. Trochę to było dziwne. Bo kiedy się kontaktowałem wcześniej, nie było mowy o żadnym wyjeździe - wspomina lekarz. Zniknął również człowiek, który z ramienia Głównej Komisji szefował zespołowi badawczemu. - Wszedłem kiedyś do biura tego zespołu. I widzę samych nowych ludzi. Oni nawet nie wiedzieli, gdzie można znaleźć ich poprzedników - mówił dr Bąkowski. [26]
Mimo że w sprawę włączyły się czynniki „centralne” i ekshumację wstrzymano, Jan Sekulak nie ustawał w poszukiwaniach nowych świadków i dowodów. (...) otrzymał wiadomość, że żyje oficer Abwehry z placówki w Radomiu, który przeglądał dokumenty o przygotowaniu i przeprowadzeniu akcji przeciw oddziałowi „Hubala”. Kpt. Abwehry Konrad Galen (z Dortmundu, już nie żył). Otrzymał Sekulak dokumenty, jakie kapitan posiadał, ale okazało się, że to są jego notatki. Z notatek tych wiadomo, że kula, która zabiła „Hubala” przeszyła jego lewą dłoń.

cdn...
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #198 : Maj 20, 2016, 19:15:42

Kapitan ten zatrzymał sobie medalik [27], jaki otrzymał major od swej matki na kilka dni przed śmiercią. Miejsca pochowania majora nie wskazał osobom, które go zapytywały w latach 1973 i 1974. [28]
Dzięki akcji przeprowadzonej przez Jana Sekulaka wspólnie z „Expressem Wieczornym”, harcerze podczas obozów letnich rozpoczęli poszukiwanie, zbieranie informacji od miejscowej ludności, nanoszenie na mapach i ewidencjonowanie wszelkich mogił znajdujących się w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego.
Do sprawy oficjalnego poszukiwania grobu wrócono dwa lata później, kiedy to Komitet Centralny PZPR wyraził zgodę na ekshumację, ale prac nie podjęto. [29]
28 marca [1975 roku - przyp. JL] odbyło się w sprawie „Hubala” tajne posiedzenie Okręgowej Komisji w Łodzi - pisze R. Poradowski. - Jej przewodniczący sprzeciwił się ekshumacji, choć popierały ją: Urząd ds. Kombatantów, Związek Bojowników o Wolność i Demokrację. „Hubal” nie został zamordowany - argumentowano - lecz poległ w walce! Prezydium Okręgowej Komisji w Łodzi sprzeciwiło się ekshumacji protestując w ten sposób „przeciw przyjętym jej zasadom”. Chodziło, jak się zdaje, nie o sprawę identyfikacji zwłok, lecz o zorganizowanie pogrzebu… [30]
W aktach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce nie ma śladu, by doszło do ekshumacji we wskazanych mogiłach, jednak wiele relacji potwierdza, że miała ona miejsce. Odnotował to Zygmunt Kosztyła wskazując, że dokonała jej ekipa z Akademii Spraw Wewnętrznych. Nie wiadomo, z jakim skutkiem, ponieważ protokół z prowadzonych przez nią prac nie ujrzał do dziś światła dziennego. [31]
Może dziwić fakt, że nie udało się w tamtych latach przeprowadzić kompleksowych badań zmierzających do wyjaśnienia tajemnicy, pomimo starań tak wielu ludzi. Po części na to pytanie odpowiada dr Aleksander Bąkowski.
Zaniechanie poszukiwań w okresie „schyłkowego Gierka” major Dobrzański zawdzięczał literaturze. Wydano wtedy książkę Lucyny Smolińskiej i Mieczysława Sroki „Wielcy znani i nieznani”. - To byli autorzy, którzy w telewizji robili widowiska historyczne - mówił Aleksander Bąkowski. - Spotkałem zresztą potem pana Srokę i on mi powiedział, co się stało. Jego książkę przeczytał ówczesny premier Piotr Jaroszewicz. I się wściekł. Jaroszewicz uważał, że Hubal jest „watażką”, a Polska nie potrzebuje takiego bohatera. I to on nakazał wstrzymać poszukiwania, a zespół badawczy rozwiązać. [32]
Dalsze poszukiwania w drugiej połowie lat osiemdziesiątych podjął wnuk majora Hubala, Henryk Sobierajski razem z Ryszardem Poradowskim, dziennikarzem łódzkiego „Głosu Robotniczego” i Andrzejem Dyszyńskim. Po cyklu artykułów zgłosili się nowi świadkowie, wskazując kolejne miejsca prawdopodobnego pochówku zwłok. Niestety i te poszukiwania nie przyniosły rezultatu. [33] Nasunęły jednak kolejne pytania.
(...) do wnuka Majora dotarła informacja, iż zdjęcie grobu „Hubala” znajduje się w Rzymie - pisał R. Poradowski. - W1942 r. fotografia ta poprzez kanały dyplomatyczne trafiła do Włoch. Jak wynika z opisów osoby, która pośredniczyła w przekazywaniu tego zdjęcia, „Hubal” pochowany był na terenie koszar graniczących z cmentarzem wojskowym, na grobie był drewniany krzyż z napisem TU LEŻY BOHATER, oczywiście w języku niemieckim. Zdjęcia tego na razie nie ma w kraju, ale zapewne niedługo trafi ono do nas i być może udzieli odpowiedzi na kilka pytań. Już dziś jednak zastanawia nas, gdzie był grób uwieczniony na zdjęciu, czy rzeczywiście była to mogiła Majora, czy hitlerowcy nie dokonali w tym przypadku mistyfikacji, by stworzyć pozory, iż pochowali „Hubala” zgodnie ze zwyczajami panującymi w cywilizowanych krajach. A może rzeczywiście grób taki istniał? Czyżby pochowano Majora na terenie koszar? Dlaczego zatem nikt nie pamięta tego grobu? A może, jak sugerują niektóre relacje, ciało powtórnie pochowano w innym miejscu? [34]
Akcja poszukiwania grobu prowadzona przez Ryszarda Poradowskiego przyniosła jeszcze jedną relację. Do redakcji „GR” zgłosił się Zygmunt Andrysiak z Tomaszowa Mazowieckiego, który był świadkiem pochówku polskiego żołnierza z brodą na terenach dzisiejszego Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Tomaszowie Mazowieckim. Wskazał prawdopodobne miejsce pochówku, potwierdzone przez Wiesława Matysiaka, emerytowanego nauczyciela tej szkoły. Podczas prowadzenia prac przy zakładaniu wodociągu, w latach sześćdziesiątych, znaleziono we wskazywanym przez Andrysiaka miejscu ludzkie szczątki, a sprawą zajęła się prokuratura. [35]
W 1989 roku do grupy poszukiwawczej został zaproszony uczeń znanego radiestety o. Andrzeja Klimuszko, inż. Jan Kasiński. Radiesteta wyposażony w zdjęcie, medalik, różdżkę i wahadełko rozpoczął poszukiwania od miejsca, gdzie z całą pewnością leżał nieżywy Hubal. Posługując się koncentracją i wskazaniami przyrządów radiestetycznych, odtworzył epizod sprzed 49 lat. Według Kasińskiego, ciało majora zostało poćwiartowane na 3 części przez ukraińskiego weterynarza w hitlerowskim mundurze. Po tej czynności Niemcy go zastrzelili. Część tułowia Hubala, owiniętą w papier, wywieźli na śmietnisko w rejonie dzisiejszego osiedla Podoba. Śmieci przykryły ciało trzymetrową warstwą. W1954 roku wysypisko, w ramach rekultywacji, pokryto jednometrową pokrywą uprawnej ziemi. Druga część - tors z kawałkiem jednej ręki - znajduje się na głębokości 80 cm w koszu na węgiel, zakopana na miejskim, starym cmentarzu. Dokładnie: w zachodnio-północnym rogu, przyległym do ulicy Cegielnianej i Smutnej, między grobami Jana Cymermana i rodziny Billewiczów. Pozostałe fragmenty - głowa i ręka - na nowym cmentarzu we wschodniej dzielnicy Tomaszowa. W tym miejscu pogrzebano też oprawcę. [36]
cdn.
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #199 : Maj 21, 2016, 06:34:44

....
Do podobnych wniosków doszedł już wcześniej ojciec Andrzej Czesław Klimuszko, którego w 1975 roku poproszono o pomoc w odnalezieniu mogiły. Patrząc na pośmiertną fotografię majora Hubala o. Klimuszko opisał dokładnie miejsce jego śmierci. Nie udało mu się jednak określić położenia mogiły. Niemcy bali się pośmiertnego kultu zwariowanego majora, zniszczyli jego ciało przez spalenie albo - jak mnie wychodzi - poćwiartowali i wrzucili do rzeki. Może zakopali gdzieś w głębi lasu, dokąd wzrok mojego ducha nie może dokładnie widzieć z braku punktu zaczepienia, znaku orientacyjnego. [37]
Sprawa przycichła na kilka lat, tj. do 2002 roku, kiedy to na strychu kamienicy w Wiedniu odnaleziono pudełko z serią zdjęć wykonanych w latach wojny. Na dwóch z nich rozpoznano majora Hubala. Wieść o odnalezieniu nieznanych zdjęć Dobrzańskiego zelektryzowała opinię publiczną. Przeprowadzono dokładną analizę i wykluczono możliwość mistyfikacji. Dodatkowo pojawiły się spekulacje na temat, co właściwie zdjęcia przedstawiają? Wyjaśnijmy jednak sprawę od samego początku sięgając do materiału opublikowanego w „Tygodniku Opoczyńskim” w 2003 roku.
Zdjęcia, które tak wstrząsnęły opinią publiczną, przywiózł do Polski Roman Szlacan. Odnalazł je podczas sprzątania strychu domu swojej siostry, mieszkającej w Wiedniu. Gdyby nie on, prawdopodobnie trafiłyby na śmietnik. Jest to seria 110 zdjęć, z datą i miejscem ich wykonania.
Wśród odbitek są dwie zupełnie nie pasujące do reszty. Zdjęcia ciała majora Hubala. To jedno wydaje się być wyjątkowo cenne. Może bowiem być kluczem do wyjaśnienia tajemnicy zaginięcia ciała majora Dobrzańskiego. (...) Do tej pory hipotez dotyczących pochówku majora było wiele. Teraz pojawiła się kolejna wersja i wydaje się być najbardziej prawdopodobna. (... ) Na fotografii dokładnie widać, że ciało majora zostało obsypane dookoła wałem z piachu, a zwłoki obłożono gałęziami i gazetami. W tle widać też nogi żołnierzy i jak twierdzą historycy coś na kształt kanistra. Jeżeli przypuszczenia historyków się potwierdzą, mogłoby to oznaczać, że ciało majora Dobrzańskiego faktycznie zostało spalone (...). Sensacyjne zdjęcie rodzi jednak kolejne pytania. Czy ciało uległo całkowitemu spaleniu, a jeżeli nie, to co zrobiono ze szczątkami? [38]
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź na drugie pytanie. Przybyłemu do Polski w 2002 roku Romualdowi Rodziewiczowi „Romanowi”, jednemu z niewielu żyjących jeszcze hubalczyków, pokazano odnalezione zdjęcie. Ta fotografia potwierdza najgorsze. - mówi Rodziewicz - Pamiętam, że wkrótce po śmierci majora mieliśmy informacje, że Niemcy ciało jego spalili. To do nich podobne, robili to czasami. Ale nie wierzyliśmy, wydawało się nam to niemożliwe. O tym, że coś palono na terenie koszar, a potem jakieś resztki wyrzucano do Pilicy, opowiadał chłopaczek, który to obserwował. [39]
W maju 2006 roku „Dziennik Zachodni”, a za nim inne gazety, ogłosił wiadomość o odnalezieniu nowego śladu w sprawie pochówku majora Hubala. Informację o miejscu jego spoczynku wskazał Stefan Szaflik z Lublina, dawniej mieszkający w Wąsoszu koło Częstochowy. Według jego słów, na wiosnę 1940 roku, na plebanię w Wąsoszu, tuż za granicą Generalnej Guberni, Niemcy przywieźli trumnę z ciałem polskiego oficera. [40]
Jeszcze jako dziecko dowiedziałem się od księdza Bara, że Niemcy w wielkiej tajemnicy zakopali w Wąsoszu majora wojska polskiego - opowiada Stefan Szaflik - Opowieść tę słyszeli również od księdza zaprzyjaźnieni z nim moi rodzice. Ksiądz Bar był w 1940 roku wikarym w tej parafii. Proboszczem był wówczas ks. Spirra. Jak opowiadał mi ksiądz Bar, to właśnie proboszcz oraz jego kościelny byli oprócz Niemców jedynymi świadkami pochówku majora. (...) Z opowieści księdza Spirry wynikało, że był to postawny mężczyzna, ubrany w mundur, sądząc po stopniu wojskowym, major. (...) Podobno widać było, że zginął w walce. Jakiś czas później powiedział, że może powiedzieć tylko tyle, że był to wielki żołnierz i miał, jak się dokładnie wyraził, „dobre nazwisko”. [41]
Miejscem pochówku miał być ogród za plebanią. W latach pięćdziesiątych, podczas elektryfikacji wsi, odnaleziono tam faktycznie jakiś grób. Wspomniał o tym obecny proboszcz, ks. Zygmunt Pilarczyk.
Ksiądz [Bar - przyp. JL] wspominał kiedyś, jak w połowie lat 50. robotnicy kopiąc obok plebanii dół pod słup energetyczny natrafili na ciało polskiego przedwojennego oficera. (...) Na resztkach munduru znaleziono wojskowe odznaczenia. Robotnicy dali je księdzu Barowi. Niestety, nie wiem, co się z nimi stało. Ksiądz Bar powiedział mi raz, że miał jeden bardzo ważny order, ale gdzieś mu się zapodział.
O odznaczeniu, które było w posiadaniu księdza Bara, wspomina również Anna Kijak, nauczycielka z Wąsosza, która w zbiorach księdza widziała order Virtuti Militari. [42]
Pracami przygotowawczymi zajął się krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Prasa niemal codziennie donosiła o nowych ustaleniach i zbliżającym się terminie rozpoczęcia prac wykopaliskowych. Przyjęto niemal za pewnik, że Hubala pochowano w Wąsoszu. Opracowano całkiem prawdopodobną mapkę przewozu ciała [43] i wszystko wskazywało na to, że nareszcie odkryto miejsce jego pochówku. Nikogo nie raziło to, że świadkowie widzieli przy mundurze przypięty krzyż Virtuti Militari. [44] Zakładano, że jeżeli zostanie odnaleziony to po numerze seryjnym wybitym na rewersie będzie można ustalić, czy znaleziono ciało majora Dobrzańskiego. Zapomniano w tym wszystkim, że odznaczenie od 1994 roku zdeponowane jest w Izbie Pamięci w Tomaszowie Mazowieckim, i że w chwili śmierci Hubala przechowywała je łączniczka, Ludmiła Żero „Ludka”. [45] Uwadze umknęła również inna rzecz. Powoływano się na opowieść dr. Schreihage, który miał określić miejsce wywiezienia zwłok na około 60 km. Tymczasem w relacji spisanej przez Jana Sekulaka [46] odległość ta wynosiła jedynie 4,2 do 4,5 km.
Mimo to przygotowania posuwały się naprzód i 28 listopada 2006 roku przystąpiono do prac wykopaliskowych w miejscu pierwszego pochówku. Postanowiliśmy sprawdzić wskazane przez mieszkańców wsi miejsce (...) Być może zostały tam guziki z munduru, klamra? (...) Wczoraj w dawnym ogrodzie przed plebanią rozpoczęliśmy badania.

Niestety, poza śladami pochówku z XVII - XVIII wieku, nic nie odnaleziono. [47] Na okres zimy zaprzestano prace badawcze w terenie, ale wraz ze zbliżającą się wiosną wszyscy niecierpliwie czekali rozpoczęcia nowego sezonu wykopaliskowego. Zaraz po Wielkanocy chcemy przeprowadzić podobne badania sondażowe, ale na obszarze około ara ziemi - mówi archeolog Jacek Koj. [48]
Niespodziewanie 17 marca 2007 roku „Dziennik Zachodni” doniósł o decyzji Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, który odmówił uznania bezimiennej mogiły za grób wojenny, co otworzyłoby drogę do ekshumacji. Mamy za mało przesłanek, żeby to zrobić - twierdzi Joanna Janecka z wydziału spraw obywatelskich ŚUW. Opowieści o pochowaniu Hubala to - jej zdaniem - za mało, by przekopać cmentarz. [49]
Najwyraźniej opór władz wojewódzkich został przełamany, ponieważ „Dziennik Zachodni” już 9 maja 2007 roku poinformował, że na cmentarzu w Wąsoszu 8 maja wznowiono poszukiwania. Według zebranych informacji miejscem obecnego spoczynku majora Hubala miała być samotna mogiła nieopodal grobu powstańców 1863 roku. Niestety, w rozkopanej mogile odnaleziono szczątki kobiety i dziecka. [50] 16 listopada, po zakończonym sezonie archeologicznym „Dziennik Zachodni” poinformował, że IPN nie zamyka śledztwa w sprawie Hubala. Dotychczasowe wskazówki okazały się niestety niewystarczające, żeby można było prowadzić dalsze badania w terenie, ale nadal będziemy szukać człowieka pochowanego na starym cmentarzu w latach pięćdziesiątych (...). [51]

W całej tej prasowej dyskusji odezwał się tylko jeden racjonalny głos. Zabrał go Jan Zbigniew Wroniszewski, hubalczyk. W rozmowie przeprowadzonej z nim przez Janusza Kędrackiego powiedział:
- Ktoś musi mieć cholerną imaginację, żeby tak mówić. (... ) Majora Hubala chował w tajemnicy Wehrmacht, nie był zainteresowany wywożeniem go pod Częstochowę. W latach 70. prowadzona była wielka akcja poszukiwawcza grobu w lasach spalskich, przekopano m.in. miejsca, gdzie zostali pochowani żołnierze, którzy zginęli we wrześniu 1939 roku. Nie znaleziono żadnego śladu.
- Może więc spoczywa w Wąsoszu? [Kędracki - przypis JL]
- Na pewno nie. Kolega Jan Sekulak, hubalczyk pseudonim „Dago”, nawiązał kontakt korespondencyjny z oficerem wywiadu niemieckiej dywizji rozlokowanej w okolicach Spały. Ten Niemiec twierdził, że był świadkiem pochowania majora, gotów był wskazać to miejsce. Nie zdążył jednak przyjechać, ponieważ zmarł. [52]
Nowy sezon wykopaliskowy w 2008 roku rozpoczął się od przyjazdu do Wąsosza Stefana Szaflika, który stwierdził, że prace prowadzone są w złym miejscu. W latach osiemdziesiątych przeprowadzono remont cmentarza i wskazana przez niego w korespondencji mogiła położona jest obecnie w innym miejscu. Najpierw trzeba będzie odtworzyć pierwotny wygląd cmentarza, aby ustalić miejsce, gdzie znajdowała się mogiła, do której przeniesiono zwłoki żołnierza pochowanego w ogrodzie za plebanią.
cdn...
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #200 : Maj 21, 2016, 06:37:45

...Trzeba przeszukać teren za kurhanem, na którym stoi pomnik poświęcony powstańcom styczniowym. Tam może spoczywać nie tylko Hubal, ale też bezimienny mężczyzna pochowany tam już po wojnie - mówi Stefan Szaflik. Znalazł niedawno w swoich zapiskach notatkę dotyczącą jego pobytu w Wąsoszu w połowie lat 70. minionego stulecia. Przypomniała mu wizytę na starym wąsoskim cmentarzu w listopadzie 1975 roku. Byłem tam ze swoim ojcem, który chciał zapalić znicz na grobie bohatera. Nie mógł go znaleźć. Ktoś miejscowy, który także przyszedł wówczas na cmentarz, powiedział mu, że po przebudowie pomnika nekropolia mocno się zmieniła i grób słynnego partyzanta, którego ojciec szuka, znajduje się za kurhanem. [53]
Prace poszukiwawcze kontynuowano jeszcze w 2009 roku, ale nie przyniosły one spodziewanych rezultatów. W dzienniku „Echo Dnia” pojawiła się natomiast kolejna sensacyjna wiadomość o domniemanej mogile majora Hubala na cmentarzu w Kraśnicy niedaleko Opoczna. (...) do naszej redakcji zadzwonił Józef Kucharski, mieszkaniec Kielc. Do czternastego roku życia mieszkał w parafii Kraśnica. (J. Kucharski powiedział:) - Mój nieżyjący już ojciec, gdzieś w latach siedemdziesiątych po raz pierwszy opowiedział mnie i moim braciom wojenną historię, jaką usłyszał od księdza proboszcza. Na początku maja 1940 roku w nocy miał gości - na plebanię przyjechał oddział niemieckich żołnierzy. Było ich około dziesięciu. Kazali obudzić kościelnego i na cmentarzu pochować polskiego oficera. Nikomu nie wolno było o tym opowiadać. Ojciec mówił, że proboszcz powiedział o tym fakcie tylko dwóm osobom - jemu i młynarzowi Pytlosowi.
Informacje Józefa Kucharskiego potwierdzili też członkowie rodziny Hieronima Pytlosa. Im również ojciec opowiedział o tajemniczym wojennym, nocnym pochówku. Jak się okazało, o takim wydarzeniu powiedział też przed śmiercią księdzu Antoniemu Ullmanowi, wieloletniemu proboszczowi Kraśnicy, mężczyzna, który w czasie wojny był kościelnym i brał udział w tajemniczym pochówku razem z księdzem Trybulskim. Mieszkańcy Kraśnicy mówią, że o wojennej mogile zapomniano. Najpierw czasy nie sprzyjały ujawnianiu prawdy o majorze „Hubalu”, a potem już nikt w Kraśnicy śladów „Hubala” nie szukał, choć poszukiwania były prowadzone kilkakrotnie w całej okolicy.
Tymczasem Romuald Włodarczyk z Tomaszowa Mazowieckiego, który jako dziennikarz łódzkiego „Głosu Robotniczego” interesował się grobem „Hubala”,
w latach siedemdziesiątych ustalił, że faktycznie w Kraśnicy miał miejsce fakt pochówku przez Niemców polskiego żołnierza lub oficera. Podobno po zakończeniu działań wojennych w Kraśnicy zjawiła się rodzina pochowanego, dokonano ekshumacji, a wydobyte szczątki zabrano do Warszawy. Romuald Włodarczyk przypuszczał, że w Kraśnicy został pochowany jeden z dwóch jego żołnierzy [54], poległych razem z „Hubalem” pod Anielinem. Mieszkańcy Kraśnicy o powojennej ekshumacji nic jednak nie słyszeli. Mówią jednak o tekturowej tabliczce z nazwiskiem lub napisem „Polski oficer”, która krótko wisiała na brzozowym krzyżu. Faktem jest, że wojenny pochówek na cmentarzu miał miejsce i że wiąże się on z osobą „Hubala”. Kogo jednak Niemcy pochowali w Kraśnicy? [55]
To pytanie, jak wszystkie do tej pory pytania dotyczące miejsca spoczynku majora Henryka Dobrzańskiego - Hubala, jak na razie pozostaje bez odpowiedzi.

 Jacek Lombarski


Przypisy

    J. Z. Wroniszewski, Gdzie leży..., s. 5.
    „Des Tollen Major” („Szalony Major”) to jeden z przydomków, którym Niemcy ochrzcili Hubala, a komunistyczna propaganda wykorzystała to na swój sposób, podkreślając fakt, że nawet okupant widział bezsens działalności prowadzonej przez Oddział Wydzielony WP. Taki był również roboczy tytuł scenariusza do filmu pióra Jana Józefa Szczepańskiego. Inny przydomek, jaki Niemcy nadali Hubalowi był już bardziej romantyczny, „Der Schimmelmajor” („Major na siwym koniu”), ale tego propaganda już nie zauważała.
    J. Z. Wroniszewski, Gdzie leży... , s. 5.
    J. Z. Wroniszewski, tamże, s. 5.
    Z. Kosztyła, Oddział Wydzielony..., przypis 244, s. 223.
    J. Z. Wroniszewski, Gdzie leży... , s. 6.
    M. Derecki, Tropem..., wyd. II, Lublin 1982, przypis 52, s. 314. Informacja o eskapadzie dr Mittelstaedt budzi duże zastrzeżenia, trzeba dodać nie bezpodstawne, Sylwestra Jedynaka. Bardzo dziwnym wydaje się fakt, że patrol niemiecki zatrzymujący kręcącego się po terenie wojskowym Polaka bez przepustki, wypuszcza go na wolność.
    W. Rutkiewicz, Tam, gdzie pochowano Hubala, „Ekran”, nr 14 z 8.04.1979 r. (odpis maszynowy s. 3-4. AMWB, brak sygn.); Relacja Jan Sekulak „Dago” hubalczyk, AMWB, brak sygn.; R. Parka, Nowe wiadomości na temat grobu majora Henryka Dobrzańskiego, „Dziennik Zachodni” z 6.11.2006 r.
    Powinno być 1939 roku.
    Skróty w tekście JL.
    J. Sobkowski, Gdzie jest pochowany Henryk Dobrzański, „Gazeta Wyborcza” 25.11.2006, (wersja internetowa) Częstochowa Gazeta.pl; H. Sobierajski, „Hubal” major Henryk Dobrzański 1897 – 1940, Warszawa 2012, s. 131.
    R. Parka, Czy Hubal spoczywa w Wąsoszu?, „Dziennik Zachodni” (wersja internetowa) z 27.10.2006 r.
    J. Sobkowski, Gdzie jest... , Częstochowa Gazeta.pl.
    W tym czasie na terenie byłych koszar 372. dywizji Wehrmachtu w Tomaszowie Mazowieckim stacjonowały następujące jednostki LWP: od 1946 do 1955 roku - pododdziały 11. Brygady Lotniczo-Technicznej, od 15.09.1955 do 25.02.1958 - 121. Warsztaty Szkolno-Remontowe Samochodów Specjalnych Wojsk Lotniczych, od 25.02.1958 do 10.01.1959 - 121. Warsztaty Naprawcze Samochodów Specjalnych i Szkolenia Mechaników Samochodowych, od 10.01.1959 r. do 15.06.1962 roku - 41. batalion naprawy samochodów specjalnych i szkolenia mechaników. Informacja uzyskana z redakcji „TOP”.
    R. Poradowski, Poszukiwanie grobu majora „Hubala”, „Biuletyn Okręgowej Komisji BZpNP” w Łodzi, IPN, t. 5, 1997, s. 23.
    Tamże, s. 23.
    Tamże, s. 19.
    AMWB, Relacja Heinricha Schreihage b. oficera rozpoznawczego (IC w sztabie) 372 dywizji piechoty Wehrmachtu (Z nagrania i tłumaczenia Jana Sekulaka), sygn. III/2/11.
    Zgodnie z oryginałem tłumaczenia Jana Sekulaka.
    AMWB, Relacja Heinricha Schreihage... , s. 5.
    W. Miszczyk, relacja złożona Łukaszowi Matysiakowi w dniu 9 grudnia 1991 r. Fotokopia w zbiorach autora.
    AMWB, Relacja Heinricha Schreihage... , s. 7.
    Powinno być „zastrzelony” [przypis JL].
    Kserokopia dokumentacji postępowania ekshumacyjnego Kpp/88/73/UP w zbiorach Środowiska Hubalczyków.
    D. Kania, Dwóch bohaterów - partyzantów, „Nowe Państwo” nr 17 z 2001 r. (źródło: HYPERLINK "http://www.nowe-panstwo.pl"www.nowe-panstwo.pl).
    R. Parka, Nowe wiadomości na temat grobu majora Henryka Dobrzańskiego, „Dziennik Zachodni” z 6.11.2006 r. (źródło: www.zywiec.naszemiasto.pl).
    Wspomniany w relacji medalik został zwrócony córce majora Henryka Dobrzańskiego, Krystynie Sobierajskiej i obecnie znajduje się w jej zbiorach rodzinnych.
    AMWB, Relacja Jan Sekulak, sygn. III/II/8, s. 3.
    D. Kania, Dwóch... źródło: www.nowe-panstwo.pl).
    R. Poradowski, Poszukiwania... , s. 20.
    Z. Kosztyła, Oddział Wydzielony..., s. 223.
    R. Parka, Nowe wiadomości... (źródło: www.zywiec.naszemiasto.pl).
    R. Poradowski, Poszukiwania... , s. 21.
    R. Poradowski, Pytania (na razie) bez odpowiedzi, „Głos Robotniczy nr 170 z 25.07.1987 r., s. 1 i 4.
    R. Poradowski, Poszukiwania..., s. 23; R. Poradowski, Świadek mimo woli, „Głos Robotniczy”, czerwiec 1987.
    Jw., s. 53.
    K. Kamiński, O. Andrzej Czesław Klimuszko, Jasnowidz-Zielarz-Uzdrowiciel, Warszawa 1998 r, s. 51-52.
    (prop), Tajemnica wiedeńskiego archiwum, Czy ciało majora zostało spalone? „TOP” nr. 22 z 31.05.2002 r.,s. 11.
    Ewa Pękala, Ostatnie zdjęcie Hubala, „Życie Warszawy” dod. nr 22 Kulisy (wersja internetowa) 27.06.2002 r., s. 6-7.
    I. Bazan, R. Parka, Tajemnica grobu Hubala, „Dziennik Zachodni” z 26.10.2006 r., (Źródło: www.naszemiasto.pl).
    I. Bazan, R. Parka, tamże.
    Tamże.
    I. Bazan i R. Parka, tamże.
    Tamże.
    A. Ziółkowska, Kaja od Radosława, Warszawa 2006, s. 223.
    AMWB, Relacja J. Sekulaka, sygn. III/II/8.
    js, „Gazeta” szukała śladów Hubala, „Gazeta Wyborcza” z 29.11.2006 r., (Źródło: Gazeta.pl).
    I. Bazan, Wąsosz: Wznowią poszukiwania grobu Hubala, „Dziennik Zachodni” z 14.03.2007 r., (Źródło: www.naszemiasto.pl).
    (ib), Wąsosz: Hubal poczeka, „Dziennik Zachodni” z 17.03.2007 r. (www.naszemiasto.wp.pl).
    I. Bazan/PARA, Gdziekolwiek jesteś, „Dziennik Zachodni” nr 107 z 9.05.2007, s. 9.
    (ib), IPN nie zamyka śledztwa, w sprawie Hubala, „Dziennik Zachodni” z 16.11.2007 r., (źródło: www.naszemiasto.pl).
    J. Kędracki, Grób Hubala w spalskich lasach, (Źródło: www.gazeta.pl).
    I. Bazan, Sensacyjny trop, (Źródło: www.naszemiasto.pl).
    Faktycznie z majorem Hubalem zginął tylko jeden żołnierz, kapral Antoni Kossowski „Ryś”. Miejsce jego pochówku również nie jest znane. Informację o drugim poległym żołnierzu, Józefie Kośce błędnie podaje komunikat o śmierci Hubala. Józef Kośka poległ dzień wcześniej (29 kwietnia 1940 roku) i pochowany jest na cmentarzu w Poświętnem koło Opoczna.
    M. Maciągowski, Generał Załęski „Bończa” opowiedział o polowaniu na Hubala, Echo Dnia, 15 luty 2009.


 
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #201 : Lipiec 21, 2016, 17:18:53


Zamach na Fittinga 29.05.1944 r. Luzak Fittinga

Każde powojenne Zielone Święta przywołują mieszkańcom Końskich na myśl wspomnienie śmiałego zamachu dokonanego przez żołnierzy podziemia. Rankiem, w świąteczny poniedziałek, w miasteczku panował jeszcze spokój. Przed południem opustoszało. Najpierw trwała długa strzelanina od strony Modliszewic, potem na ulice wylegli zdenerwowani żandarmi. Rozpowiadano, że znienawidzony funkcjonariusz powiatowej administracji, major Fitting został zabity. Spodziewano się wszystkiego co najgorsze...

Jednego z zamachowców znam od kilkunastu lat. Podczas spotkań rozmawiamy zwykle o grzybobraniu, wędkarstwu i drobnostkach życia codziennego. Zapytany o głośną akcji, w Gawrońcu, poczuł się skrępowany. Ostatecznie ustaliliśmy, że on mi opowie, a ja zapiszę
- Bierz długopis i do roboty - ponaglał rozmówca.
- Jutro pracuję na pierwszą zmianę, muszę wcześnie wstać.

Na początku, gdy dostałem się do oddziału, dowódca powiedział do mnie:
- Zapomnij swoje imię i nazwisko.
Od tej pory przestałem się nazywać Tadeusz Krajewski. Przełożeni i koledzy zwracali się do mnie tylko „Grom”. Taki nadano mi pseudonim. Zbyt patetyczny, ale przyjąłem. Skończyłem kurs podoficerski i otrzymałem stopień kaprala. Miałem wtedy dwadzieścia lat, byłem uciekinierem z Baudienstu. Nawet matka nie wiedziała gdzie przebywam i z kim się zadaję. Wykonywało się różne zadania. A „robota” na Fittingu, to nie przypadek...
fot.1 Ruda Maleniecka, prawdopodobnie jesień 1941 lub wiosna 1942 r. Uroczystość przekazania
samochodu strażackiego ZIS (zdobycz wojenna) strażakom w Rudzie Malenieckiej.
Drugi od lewej Eduard Fitting, po lewej jego ręce Albrecht (?) pierwszy Landrat.
Fotografia z większej kolekcji fotografii Ryszarda Cichońskiego


* zamach-na-fittinga-286.jpg (109.08 KB, 640x410 - wyświetlony 402 razy.)
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #202 : Lipiec 21, 2016, 17:29:44

c.d....W maju 1944 roku staliśmy z oddziałem w Małachowie. Młyn rodziny Szybalskich dawał bezpieczne schronienie. Kwaterowało nas tylko osiemnastu. O żywność też tutaj było łatwiej. W przedświąteczną sobotę przyjechał do oddziału porucznik „Bogdan”. Normalna rzecz. Kto przeczuwał jaką może mieć do nas sprawę? Dyskretnie odwołano mnie na bok. Miałem zameldować się we wskazanym mieszkaniu. Byli tam jeszcze oprócz oficerów: „Feluś” - Bolesław Niezgoda, „Sęp” - Romuald Jedynak i „Wrzos” - Mieczysław Zasada. Przed porucznikiem stało nas czterech kaprali. Oficer zaczął uprzedzać, że wszystko co teraz powie, należy traktować jako rozkaz specjalny i ściśle tajny. O tym co nas czeka, nawet w oddziale nikt nie może wiedzieć. Błyskawicznie w myśli przeliczyłem wszelkie możliwości powodujące stan ścisłej tajemnicy. Nazajutrz, w niedzielę przypadały Zielone Świątki. W Czarnej przygotowywano odpust. Sądziłem, że tajemnica ma związek ze wzmocnieniem ubezpieczenia lub obstawą uroczystości odpustowych. Zrozumiałem wszystko, gdy padło nazwisko Fitting...

Tego Niemca znałem z widzenia. Zuchwałe jeździł ulicami miasta, pojawiał się w gminach i wsiach koneckich. Gdzie stąpnął, tam na ludzi padała trwoga. Był Kreislandwirtem, znaczy starostą powiatu. Po eksmisji starej hrabiny Tarnowskiej z majątku w Modliszewicach, tam się osiedlił.
Więc porucznikowi chodziło o Kreislandwirta. Zresztą nie tylko samemu porucznikowi. On przekazywał nam co i jak. Władze podziemia wydały wyrok skazujący Niemca na śmierć. Skazany zupełnie sobie na takie potraktowanie zasłużył. Źródła wywiadowcze dostarczyły dowodów obciążających majora śmiercią wielu ludzi i pacyfikacją żydowskiego getta, kierował lokalną organizacją NSDAP. Trząsł powiatowym dowództwem SA. Zamach mógł być przestrogą dla podobnych polakożerców. Powinni złagodzić okupacyjny terror ostatniego roku wojny.

Termin egzekucji i sposób jej wykonania pozostawiono nam. Niezwłocznie wyjechaliśmy furmanką przez lasy Babiej Góry w stronę miasta. „Wrzos” przyczepił się do tych dwóch nadchodzących dni świątecznych. W glorii uroczystych świąt upatrywał powodzenie zamachu, przekonał nas. Starosta miał zwyczaj każdego dnia o stałej porze wizytować swoje gospodarstwo rolne. Z modliszewickiej rezydencji przejeżdżał do folwarku polną drogą na wierzchowcu. Droga przebiegała przez dużą kępę liściastych krzewów nazywanych Gawroncem. Krzaki Gawrońca „Wrzos” wyznaczył na miejsce zasadzki.
fot.1.Ruda Maleniecka, prawdopodobnie jesień 1941 lub wiosna 1942 r. Eduard Fitting,
obok Albrecht (?) pierwszy Landrat. Fotografia kolekcji Ryszarda Cichońskiego
Fot.2.Małachów k. Końskich, sierpień 1944. Oddział „Szarego”, pluton „Wrzosa”. W środku Tadeusz Krajewski „Grom”, po lewej Kazimierz Wojciechowski, po prawej Janusz Jaroszyński „Pająk”.
Fot. pochodzi z książki: Bogumił Kacperski, Jan Zbigniew Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Część czwarta. Konspiracja konecka 1943-1945, Końskie 2006.


* zamach-na-fittinga-287.jpg (56.11 KB, 640x437 - wyświetlony 385 razy.)

* zamach-na-fittinga-379.jpg (70.08 KB, 640x410 - wyświetlony 409 razy.)
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #203 : Lipiec 21, 2016, 17:43:45

c.d....W niedzielę o zmroku siedzieliśmy jeszcze na Bawarii w domu u zaufanych ludzi. Nakarmili nas, częstowali wódką. Rozmawialiśmy wiele, ale o Fittingu ani mru-mru. Po północy zapadliśmy w Gawrońcu. Majowy poranek nastaje wcześnie. Należało rozpoznać teren, wybrać stanowiska, przydzielić zadania. Widniało. Ptaki uporczywie wyśpiewywały godowe melodie. Wiosenną zieleń zalewała rosa. Trawę pokrył siwy szron. Było bardzo zimno. W krzakach nieprzyjemnie pachniało zgnilizną liści. Słońce dźwigało się, do góry zapowiadając upalny dzień. A nas zastygłych w bezruchu męczyło zimno i drzemka. Do czasu spodziewanej akcji pozostawało nadal sporo godzin. Zająłem się przeglądem broni i oporządzenia.

Posiadaliśmy automatyczną broń osobistą i ręczny karabin maszynowy. Do tego trzeba dodać kilka granatów spory zapas amunicji i... siekierę. Brakowało nam zegarka. Orientowaliśmy się po słońcu.

Chciałem wszystko mieć za sobą. Czy aby Niemiec nie zrezygnuje z dzisiejszej przejażdżki? Nadjeżdżał. Usłyszeliśmy tętent końskich kopyt. W naszą stronę galopowało dwóch jeźdźców. Podpuściliśmy obu bardzo blisko. Z odległości kilkunastu kroków przez gałęzie wygarnęliśmy seriami roje pocisków. Padły zabite konie. Jeźdźcy poderwali się od ziemi. Starszy, ubrany w jasny strój spacerowy utykając ucieka w pole. Nie możemy oddać strzału. Wszystkie pistolety zacięte, erkaem zagwożdżony. Major przebiegł łąkę, dopada rowu melioracyjnego. Oddala się w stronę wysokiego o tej porze żyta. „Sęp” dopada siodła przy zabitym siwku. Z przypiętej kabury wyrywa parabellum. Składa się i trafia.

Z krzątaniny wytrącił mnie widok chmury kurzu od strony mleczarni. W pole wyjeżdżały ciężarówki z żandarmami. Nad Gawrońcem krążył samolot rozpoznawczy. Puściliśmy się szalonym biegiem. Ze zmęczenia usta się nie zamykały. Pot zalewał oczy, nogi potykały na równej łące. Uciekaliśmy na północ. Chyłkiem przez kilka kilometrów otwartego pola. I jeszcze te ciężary. Broń, magazynki u pasa, granaty.

W samo południe kupowałem oranżadę u sklepikarza w Młynku Nieświńskim. Całą skrzynkę. Puste butelki rzucaliśmy z mostu do rzeki. Przygodni ludzie przyglądali się naszemu zmęczeniu i broni. Odmoczyliśmy spieczone wargi i wyschnięte gardła. Po południu podeszliśmy do leśniczówki na Kamiennym Krzyżu. Wyszedł leśniczy Zygmunt Janiszewski. Poprosiliśmy o wiaderko napoju. Przyniósł ciepły borówczany kompot. Rozlewał do kubków. Padliśmy ze zmęczenia na murawę. Wkładałem buty, gdy mnie Janiszewski zapytał, czy słyszeliśmy, że Fitting został zabity. - Właśnie stamtąd idziemy - powoli wymamrotał kapral „Sęp”.

„Wrzos” meldował o sposobie wykonania rozkazu. Porucznik „Bogdan” miał do nas kilka pytań. Na stole złożyliśmy cztery zdobyczne pistolety, papierośnicę, złoty zegarek i sto pięćdziesiąt złotych. Podziękował za udaną akcji.


Luzak Fittinga

W zaułkach historii lat okupacyjnych mieści się jeszcze wiele autentycznych sensacji. Choćby taki fakt. Dwa lata temu drukowałem publikację na temat egzekucji Kreislandwirta koneckiego majora Fittinga. Zaraz po tym czytelnicy i rozmówcy stawiali mi pytania. A co stało się z adiutantem Pietrzykowskim? W oparciu o relacje jego brata Kazimierza i partyzanta „Kedywu” Jana Łyczkowskiego - „Wicherka”, zrekonstruowałem dzieje Stanisława Pietrzykowskiego - „Ludwika”, bo takie pseudonim otrzymał od przełożonego.

Na wstępie należy zdementować nadal upowszechniane przekonanie, że Pietrzykowski pochodził z poznańskiego i był przesiedleńcem. Pietrzykowscy z dziada pradziada pochodzą z Piły (wieś koło Pomykowa) i bywali wyrobnikami lub bandosami. Rodzice „Ludwika” w 1913 roku wyjechali do Niemiec za pracą zarobkową. Osiedlili się u bauera pod Rostockiem. Tam urodził się w 1916 r, syn Stanisław, jako trzecie dziecko w rodzinie. Do Pomykowa przyjechał, gdy miał pięć lat.

Służby wojskowej nie odbywał. Za przykładem rówieśników poszukiwał pracy zarobkowej w Końskich. Terminował w zawodzie odlewnika w fabryce u Kronenbluma. Po ustaniu działań wojennych w 1939 r. powrócił do tygla i fasulca. Po kilku miesiącach fabrykę wizytował niemiecki starosta gospodarczy Fitting. Upatrzył sobie dwóch giserów. Zabrał ze sobą Pietrzykowskiego i Jana Kluska ze Starego Młyna. W podwórku stały szopy i stajnie dla koni. Giserzy stali się robotnikami stajennymi.

Potem major przenosi urząd do starostwa, a mieszkanie do dworu w Modliszewicach po wyjeździe hrabiny Tarnowskiej do Częstochowy. Do Modliszewic zostaje przeniesiony też Pietrzykowski, a Klusek odesłany do służby. Major poddaje „Ludwika” szkoleniu, a dokładnie raczej tresurze. Chłopak uczy się jazdy konnej, prowadzenia samochodu, strzelania z broni wojskowej i myśliwskiej. Przyswaja sobie formy wojskowego zachowania i elementy musztry. Poznaje zwyczaje i nawyki majora. Jest jego dyskretnym cieniem zawsze gotowym na wezwanie. Major sprawia jemu mundur, który ma obowiązek wkładać asystując przy wyjazdach służbowych i na wizyty. Nie odwiedza rodziny. Jest potrzebny majorowi przez okrągłą dobę do usług i czuwania.

fot.1. Po lewej Romuald Jedynak „Sęp”, po prawej Mieczysław Zasada „Wrzos”, dowódca 1 drużyny.
Fot. pochodzi z książki: Bogumił Kacperski, Jan Zbigniew Wroniszewski, Końskie i powiat konecki 1939-1945, Część czwarta. Konspiracja konecka 1943-1945, Końskie 2006.
Fot.2. Modliszewice. Wieża strażnicza zbudowana w 1943 r. w całości z macew - uważny obserwator znajdzie ich fragmenty (nieistniejący już niestety modrzewiowy dworek Tarnowskich znajdował się od strony fotografującego). Na jej szczycie zawisł sztandar ze swastyka, na górnej platformie zainstalowano trzy reflektory do sygnalizacji i oświetlania przedpola, a karabiny maszynowe rozmieszczone na różnych poziomach broniły podejścia... J.Z.Wroniszewski. Fot. KW 2005 r.


* zamach-na-fittinga-382.jpg (77.63 KB, 640x404 - wyświetlony 340 razy.)

* zamach-na-fittinga-378.jpg (115.51 KB, 434x640 - wyświetlony 383 razy.)
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #204 : Lipiec 21, 2016, 17:47:58

I wtedy, w drugi dzień świąt Zielonych Świątek 1944 roku, jedzie konno na wierzchowcu za majorem z majątku w Modliszewicach pod tzw. „Setkę” na Bawarii. Ciągle utrzymują znaczny dystans do przedniego jeźdźca. Z tych dwóch, on tylko wie, że gdy dojadą do kępy krzewów głogowych nazywanej Gawrońcem, rozlegną się strzały. Z tych dwóch, powinien zostać uchwycony lub zabity tylko major. On musi zachować lojalność wobec zamachowców i pozory zaskoczenia.
c.d......
Był nowym zaprzysiężonym żołnierzem Armii Krajowej. Dowództwo koneckiego inspektoratu AK poszukiwało skutecznego sposobu wykonania wyroku podziemnego sądu na majorze za nadużywanie stanowiska. Wyrok miał wykonać pluton Batalionów Chłopskich Józefa Madeja - „Jerzego”. Bechowcy bezskutecznie kluczyli za majorem z miesiąc czasu. Dopiero Pietrzykowski został wezwany na spotkanie do Proćwina i doradził sposób wykonania egzekucji, w którym miał sam uczestniczyć.

Po zamachu, Pietrzykowski musiał uchodzić z wykonawcami wyroku. W krytycznym położeniu znalazła się rodzina „Ludwika”. Dla powstrzymania represji, major AK Jan Swieczko - „Łukasz”, pisze listy do starosty i gestapo. Dowódca obwodu AK wyjaśnia, że Fitting poniósł karę za bestialstwo wobec Polaków, a luzak Pietrzykowski stał się zakładnikiem. Może zostać uwolniony za okupem w wysokości 300 tys. złotych. W razie odmowy - grozi „Łukasz” - będzie rozstrzelany. Ostrzeżono także, gdyby Niemcy z tego powodu dopuścili się represji, to budynki w Końskich zajmowane przez Niemców zostaną wysadzone w powietrze.

W tym czasie przybył w koneckie oddział AK Antoniego Hedy - „Szarego”. Koło Wólki Plebańskiej w pociągu aresztowano łącznika oddziału por. Henryka Gruszczyńskiego - „Bladego”. Został osadzony w koneckim areszcie. Podjęto akcję odbicia oficera. Napadu na więzienie dokonano w nocy na 6 czerwca 1944 r. Grupa szturmowa z minerami rozbijała więzienie. Na początku zginął jeden miner. Wartownicy skryli się na strychu. Klucz od celi łącznika zabrało gestapo. Drzwi wyważano łomami. Akcja przez to przeciągała się niebezpiecznie.
Partyzancka grupa asekuracyjna w tym czasie ryglowała ogniem komendę żandarmerii w budynku późniejszego Technikum Ekonomicznego. Przy ulicy Kazanowskiej znajdował się z partyzantami Pietrzykowski. W czasie zmiany stanowiska strzeleckiego dostał śmiertelny postrzał pod ścianą domu Czesława Kosierkiewicza. Poległego zabrano przy odwrocie do lasu Księża Choina pod Stadnicką Wolą. Trumnę zrobił stolarz w Małachowie. Był skrycie deportowany na konspiracyjny cmentarz partyzancki pod Skarżyskiem w Pogorzałem. Po dwóch latach rodzina dokonana ekshumacji przenosząc zwłoki na konecki cmentarz.

Gestapo podjęto pertraktacje w sprawie uwolnienia „Ludwika”. Na wskazane miejsce wysłano mediatorkę. Była nią Anna Michalska, córka gajowego z Karolinowa, aresztantka z koneckiego więzienia. Podobno niosła propozycję zmniejszenia okupu do 50 tys. zł. To jest wiadome ze źródeł konfidencyjnych. Nikt z zasadzki nie wyszedł jej na spotkanie i przesyłki nie odebrano. Po bezskutecznym oczekiwaniu na szosie za Piłą, dziewczyna powróciła do Niemców. Wkrótce zginęła.

Pietrzykowski nie żył. Dalsze pertraktacje straciły sens. Major „Łukasz” pisze do gestapo: „Ponieważ warunków nie dotrzymano, nie złożono okupu w wyznaczonym czasie, luzak Fittinga został rozstrzelany”. Wysłano również przestrzelony dowód osobisty Pietrzykowskiego. Obie strony zaprzestały odtąd wszelkich pertraktacji. Rodzina Pietrzykowskich uniknęła represji.

Sylwester Jedynak
fot.1.
 Modliszewice - w głębi kępa drzew nazywana zwyczajowo Gawrońcem.
Na jej skraju, od lewej strony dokonano zamachu na Fittginga. Fot. KW.


* zamach-na-fittinga-6077.jpg (147.11 KB, 640x425 - wyświetlony 376 razy.)
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
pavelock
MFE detektorysci.pl
Pułkownik
***

Pomógł 50
Offline Offline

Wiadomości: 1421


prawdziwy patriota zna historię własnego kraju


Odpowiedz #205 : Marzec 05, 2017, 13:13:58

„ Zapiski z pożółkniętego brulionu część II „

   Sprawdzałem swoje  archiwum  i  szukałem pewnych fotografii , do artykułu o   akcji w Dziebałtowie z 1944 r.    Chodziło o zdjęcia  dział  , które  zostały  zniszczone  przez  partyzantów . Przy   okazji  tych  poszukiwań ,  trafił  w  moje  ręce  zżółknięty ze  starości  zeszyt ,  z  zapisanymi  ręcznie  stronami  .  Okazało  się  , że  już  raz  skorzystałem  z  jego  zawartości  publikując  artykuł  pt. „ Epizod z powstania - Ze Starego Pamiętnika - Bliżyński epizod z Powstania „ .
   Wtedy  wydawało  mi  się  , że  nie  ma  już  tam  nic  ciekawego  , a  inne zapiski w brulionie dotyczą  jakiś  mało  znanych  faktów  z  życia  mieszkańców  Bliżyna  i  okolic . 
W  trakcie  czytania  części , która  wydała  mi  się   pamiętnikiem  , trafiłem  na  opis kilku ciekawych  epizodów z życia rodziny Wasilewskich .
   Pierwsza  część pamiętnika  opisuje  młodego leśniczego  Tomasz Wasilewskiego , pracującego w majątku Ludwika Platera  w Niekłaniu . Czerwiec  1893 roku ,   Tomasz dostał  posadę  w  dobrach  niekłańskich , po  swoim  zmarłym  ojcu . Ojciec  Tomasza  w  czasie Powstania Styczniowego  pełnił  funkcję  podleśnego w lasach rządowych straży  Odrowążek leśnictwa  samsonowskiego . Utrzymywał  ścisłe  kontakty z  oddziałami Czachowskiego i Rudowskiego . Po  upadku  Powstania  przeniesiony został  do  Niekłania do  majątku Platerów .
   Dla  młodego  Wasilewskiego rozpoczynał  się  nowy  rozdział  w  życiu  . Pierwsza  samodzielna posada , tuż  po  skończonej  szkole  leśnej  w  Bolechowie w Galicji . Zakochany w  pannie  Magdalenie  Łęskiej , córce  hutmistrza z  Wołowa  .  Pragnął  ustabilizować  swoją  przyszłość . Pamiętnik  opisuje  wizyty  Tomasza  w  domu Łęskich , zaloty i uczucia   związane  z  miłością  do  Magdy . Młody Wasilewski  chcąc zaimponować  swojej  wybrance  opowiada jej  o    ciekawostkach , szkole , przyjaciołach  ,   o  świecie  , o krainach o  których  się  uczył  i  o  historii . Deklamował  wiersze  , a  zdarzało  się  , że  śpiewał  pieśni , spacerując  po  łące lub  w  lesie .

„ Ty  pójdziesz  górą , ty  pójdziesz  górą  ,
A  ja  doliną  ,
Ty  zakwitniesz różą , ty  zakwitniesz różą ,
A  ja  kaliną ,”

   Magdę  interesowało  wszystko  . Prosiła  Tomasza  o  opisy przyrody , nazwy  ptaków  czy  roślin  , których  nie  znała . Prosiła  o opowieści  o wydarzeniach na świecie , o  polityce i  ojcu  , który zmarł  dwa  lata  wcześniej .
   Przyszedł  dzień  , w  którym  Tomasz  wydobył  z  kieszeni  małe  skórzane  etui i  poprosił  Magdę  o  rękę  . Złoty  pierścień ze  szlachetnym  kamieniem  nałożył  na  palec  wybranki  , a  wpadający promyk słońca   odbił  się  od  klejnotu . Oświadczyny  zostały  przyjęte i  młodzi  w  tej  szczęśliwej  chwili  poszli  na  długi  spacer  . Ojciec  Magdy  przychylny  był  Tomaszowi , dał błogosławieństwo młodym .  Magdalena  , również  miała  coś  dla  swojego  wybranka , biało czerwoną  spinkę  o  symbolice  patriotycznej , na  której  umieszczono  orła w  koronie i  napis „ Boże zbaw Polskę „ . Była  to  pamiątka  po  jej  zmarłej  mamie  , która  otrzymała  spinkę  od  swojego  ojca  Powstańca z 1863 r . Tomasz  bardzo  się  wzruszył  i  opowiedział  swojej  ukochanej  o  różnych  formach  upamiętnienia  tamtych  czasów  . Jedną  z nich  była  biżuteria patriotyczna .
    Magda  postanowiła  zaprowadzić  Tomasza   na  miejsce pochówku kilku żołnierzy  z 1863 roku . Przeszli  obok  zbiornika  wodnego dającego energię  dla  fryszerki  . Brzegi stawu  były  w  większości zadrzewione czarną  olchą , jesionem i wierzbami . Dalej szli  w kierunku  toru  kolejowego . Przy  drodze  ,  u  podnóża  wysokiej  skarpy , stał  masywny krzyż  modrzewiowy  z metalowym  Chrystusem , zwróconym  twarzą w stronę  Bliżyna . Magda opowiedziała  Tomaszowi  , że  często  przychodziła  tu  z  mamą  by  pomodlić  się  i  złożyć  polne  kwiaty  na  stoliku  przy  krzyżu . Dziś  także  przyniosła  bukiecik  z  tureckiego  bzu  , który  włożyła  w  gliniany  dzbanuszek . Uklęknęli  oboje  , ramię  przy  ramieniu  i  modlili  się  za  pokój  duszy  pochowanych  powstańców . Kiedy wracali ,Tomasz  opowiedział  Magdzie , że  widział  taki  krzyż  koło  wsi  Stefanków :
    „ 22  kwietnia 1863 roku   miała  miejsce  krwawa  bitwa powstańczego  oddziału pułkownika  Dionizego Czachowskiego , naczelnika  wojennego województwa sandomierskiego z grupą  wojsk rosyjskich pod  dowództwem Dońca Chmielewskiego . Już  na kilka  dni  przed bitwą w lasach niekłańskich , a ściślej w uroczysku Piekło , zostało założone obozowisko oddziałów powstańczych , dowodzonych przez Czachowskiego . Nazwa  „Piekło” pochodzi od wielkich wychodni skalnych , które na wzgórzu występują o różnych kształtach , np. burta okrętowa , ambona  , ołtarz , komin itd. Ponieważ  takich  formacji  nie  mógł  stworzyć  człowiek  , w  mniemaniu  ludności  z  dawnych  lat  , mogła  to  stworzyć  tylko  siła  piekielna . Obóz  założono  u  podnóża bloków  i  występów  skalnych , a  w  to  miejsce  jęły  ściągać  rzesze  powstańcze . Wczesnym  rankiem  22 kwietnia , część  oddziałów  wyruszyła  w  kierunku  wsi  Skłoby . Grupę  tę  prowadził  sam  płk. Czachowski . Druga  część  wojsk powstańczych  pod  dowództwem  mjr-a Kononowicza  została  w  obozie  jako  odwód . Wojska  rosyjskie , dysponując doniesieniami  szpiegów  urządziły  zasadzkę , która  mogłaby  się  skończyć  pogromem  Polaków . Jeden  z  oficerów  - rotmistrz  Stanisław Dobrogoyski „ Grzmot „ , poprosił  Czachowskiego  o  możliwość  poprowadzenia  bitwy . Po  otrzymaniu  pozwolenia  , „Grzmot” z  jedną  kompanią  strzelców i  dwoma  kompaniami  kosynierów zaszedł od  tyłu  zasadzone  wojska carskie i  z  pełną  furią  zaatakował . W  bitwie  wzięło  udział  po  stronie  Polskiej  438 żołnierzy  przeciwko  460  żołnierzom  Smoleńskiego Pułku Piechoty i  kozakom . Po  stronie  Polskiej  zginął  1  a  6 z powstańców  zostało  rannych . Natomiast  nieprzyjaciel  stracił  300 zabitych i  rannych  oraz  kilkunastu wziętych  do  niewoli . Między  innymi  do  niewoli  dostał  się  Lejtnant  Nikiforow .  Zabitym  Polakiem  był  sam  dowódca  ataku  rotmistrz  „Grzmot „ Dobrogoyski . O okolicznościach  śmierci „Grzmota „  opowiedział  jeden  ze  strzelców  biorących  udział  w  pierwszym  uderzeniu . Po  wydaniu  rozkazu  otwarcia  ognia do  Rosjan , sam  rotmistrz  zastrzelił  ze  swojego  rewolweru 3  sołdatów . Nagle  na  przeciw  rotmistrza  stanął podoficer Smoleńskiego Pułku , z którego Dobrogoyski  wystąpił i wszedł  do  armii powstańczej . Podoficer poznał go i   krzyknął  niezwykle  głośno -” Ach , ty  odstępco , tutaj  przeciwko nam ?” . Rotmistrz nacisnął  spust  swojego  rewolweru , ale  ten  nie  wypalił . Natomiast  Rosjanin  strzelił  i  trafił  prosto  w  pierś „Grzmota „ . Kula  przeszła  przez  środek  brodawki i  przeszyła  go  na  wylot . Chwiejąc  się  na  nogach  , zdążył  jeszcze  krzyknąć : „ Manowski ! Tobie  komendę  oddaję  „ . Żołnierze rozpięli  mu  mundur , a  on zdążył  wyszukać na  piersi  fotografię  swojej  narzeczonej , panny Pauliny z  Kielc , umoczył je  we  krwi i wręczył kolegom  z  szeptem : „ koledzy , to  jej  na  pamiątkę „ . Po  wyszeptaniu  tych  słów skonał .
   W  bitwie  tej  wzięto do  niewoli  13 jeńców  rosyjskich . Ponieważ władze  carskie wieszały  wziętych do  niewoli  powstańców , przeto  Czachowski wystąpił  pisemnie  do  radomskiego  generała Uszakowa , będącego naczelnikiem  wojennym na  gubernatorstwo radomskie  z  postanowieniem , że od  tego  czasu  , wzięci  do  niewoli  żołnierze  rosyjscy będą  kategorycznie  wieszani i  tak  też  uczyniono  z  Lejtnantem  Nikiforem i  11 innymi  jeńcami  w  uroczysku „Piekło” . Jednemu  jeńcowi , podoficerowi  Antoniemu Turlinowi  z powiatu Olkuskiego udało  się  przeżyć . Błagał  o  życie  czystą polszczyzną  , twierdząc  , że  jego  matką  była  Polka . Jednak   rozkaz  pułkownika  trzeba  było  wykonać  i  biedaka  powieszono . Sznur  pękł  pod  ciężarem  młodzieńca . Udano  się  więc  do  Czachowskiego  z  prośbą  o  ułaskawienie , ale  naczelnik  odmówił  , mimo  , że  obecny  przy  egzekucji  kapelan , ks. Serafin   Szulc , przypomniał  naczelnikowi  o  istniejącym  prawie  zwyczajowym , które  nakazywało  ułaskawić  skazańca w  takim  przypadku . Jeszcze  dwukrotnie  zakładano  biedakowi  stryczek  i  dwa  razy  zrywał  się  sznur . Po   takim  fakcie  większość  powstańców  zwróciło  się  do  naczelnika  o  darowanie  życia  sołdatowi . Tym  razem  Czachowski  zmienił  zdanie  i  na prośbę  skazańca  wcielono  go  do  strzelców  powstania . Nie  pozostał  tam  jednak  długo  i  przy  najbliższej  okazji  uciekł  do  Rosjan . Jednak  prawda  z  wieszaniem tego  człowieka   była  inna  niż  ją  przedstawiono . Otóż  ks. Szulc  ujęty  błaganiem   sołdata , namówił  podoficera  Józefa Guzowskiego do  nacięcia  sznura . Guzowski  zrobił  to  dyskretnie  nacinając  i  wiążąc sznur  na  szyi  Turlina . Nie  przewidział  jednak  , że  już  po  Powstaniu  , człowiek  , który  zawdzięczał  mu  życie  , rozpozna  go  na  jednej  z   Kieleckich  ulic  i  wyda  na  śmierć  . Całe  wydarzenie  z  wieszaniem  i  strasznym  końcem  Guzowskiego  ujawnił  ksiądz Szulc  w  Monachium swemu  przyjacielowi  Antoniemu Drążkiewiczowi , który  umieścił  tę  relację  w  swoich  pamiętnikach .

Ale  Tomaszu  , skąd  ty  tyle  wiesz  o  tych  sprawach  ?  - spytała  Magda
Widzisz  Madziu  , chcę  ci  coś  powiedzieć  , ale  proszę  o  dyskrecję  , aby  sprawa  ta była wiadoma  tylko  w  naszych rodzinach . Otóż  , byłem  ostatnio  w  Dalejowie u gajowego Skalskiego  , który  kiedyś  pracował  dla  mojego  ojca . W  czasie  Powstania  leśniczówka  nasza była  pod  obserwacją  i  kilkakrotnie  była  rewizja . Rosjanie wściekle szukali  broni  czy  żołnierzy  w taki sposób    ,że  mama  moja  się  pochorowała  z nerwów .Ojciec utrzymywał wtedy kontakty  z  Czachowskim  i  Rudowskim  , posiadał  broń palną  i  sieczną , którą  przechowywał  gajowy  Skalski . Po  przeniesieniu do  Niekłania tata  nie  zabrał tych  przedmiotów  ze  sobą  , tylko  wspólnie  ze  Skalskim  ukryli  broń  w lesie . Gajowy wyszukał  w   okolicach  Dalejowa  ogromnego  buka  z  dziuplą , w której umieszczono depozyt . Miejsce  było  oddalone  od  uczęszczanych  ścieżek  i  w  trudno dostępnych krzakach . Zanim  jednak  ukryto  broń  , odpowiednio  zabezpieczyli  i zakonserwowali ją w  schowku . Otwór  dziupli  został  zakryty  przez  dopasowanie drewna  i  kory . Dodatkowo  , aby  zamaskować  wejście  powieszono  tam  kapliczkę  z Matką  Boską  , którą  wykonał  sam  Skalski . Niedawno  , będąc  w  Dalejowie  u Skalskiego  , wyjęliśmy schowane  tam  rzeczy  . Właśnie  minęło  30  lat  od  momentu  ich ukrycia . Ja  zabrałem  2 przedmioty  ,a  Skalski  wziął  dubeltówkę  . Dobre zakonserwowanie  i brak dostępu powietrza  do  skrytki  nie  spowodowało  uszkodzeń broni .

   Tomasz  wyjął  ze  swojej  sakwy  podróżnej  2  przedmioty  w  skórzanych pokrowcach . Ze skórzanej  trójkątnej  kabury  wyjął pistolet  kunsztownej  roboty z  rękojeścią  z  masy  perłowej . Lufa  tylko  w  dwóch  miejscach  pokryta  była  plamkami  rdzy ,  broń  była  sprawna . Z  zaśniedziałej  pochwy wyciągnął   myśliwski  kordelas , który  należał  do  dziadka  Tomasza  - Romana  Wasilewskiego . Ta  broń  sieczna  również  była  cenna , rękojeść  wykonana  ze  złoconego  srebra  , wysadzana dwoma  szmaragdami i  herbem  księcia  Botwida .

   - Ten  kordelas podarował  memu  dziadkowi  książę  Botwid  za  uratowanie  od  śmierci    księżnej , żony  Botwida  , w  trakcie  łowów w  Puszczy  Nalibodzkiej . Dziadek  pełnił  tam  funkcję  łowczego  w  latach  dwudziestych obecnego  stulecia .
To  jest  pistolet  mojego pradziadka Józefa Wasilewskiego  który  przebył  całą  kampanię Insurekcji Kościuszkowskiej . Po  klęsce maciejowickiej  , wyniósł  ciężko  rannego żołnierza Kacpra hrabiego Radziszewskiego  z Mazowsza , a  ten  w  podzięce  podarował  mu  ten  oto pistolet .
To  jest  historycznej  wartości  przedmiot  i  należy  go  starannie  przechowywać  w rodzinie  -  stwierdziła  Magdalena .
Masz  rację  moja  droga  , ale  w  nim  znajduje  się  jeszcze  coś  co  nas  ucieszy oboje , tylko  muszę  kilka  chwil  przy  nim  pomajstrować  scyzorykiem .

   Za  chwilę  z  dolnej  części  rękojeści  , po  odsunięciu  zasuwki  , wysypało  się  na  stolik  12  sztuk złotych  monet .

To  są  złote  dukaty  koronne , albo  inaczej  czerwone złote ostatniego  króla polskiego , Stanisława  Augusta Poniatowskiego , o  nominale  jednego  dukata . Wszystkie  monety wybito w 1791 roku  , czyli  w  roku  uchwalenia przez Sejm Wielki  Konstytucji  3-go Maja . Ciężar jednej sztuki  wynosi  około  0,27 łuta rosyjskiego .  Madziu , jeśli  mnie  posłuchasz  , to  wydamy  4  z  monet  na  nasze  obrączki , ślub  i  skromny  naszyjnik  dla  ciebie  , a  resztę  trzeba będzie  nadal  ukrywać  . Schowamy  też  pistolet  , gdyż  jeszcze  nie  ten  czas  , aby  mógł  wisieć  na  ołtarzyku  rodziny .

   Niestety  tutaj  urywa  się  zapis w  pamiętniku  Tomasza  Wasilewskiego . Nie  wiadomo  czy  ożenił  się  z  Magdaleną  ?  Jeśli  tak  to czy  byli  szczęśliwi  ?  Czy  udało  się  w  szlachetnym  celu  spożytkować  skarb  cennych  monet  ?  Jakie  były  dalsze  losy rodziny Wasilewskich  ? Czy  to  był  rzeczywiście  pamiętnik ?
Na  te  pytania nie  mam  na  tę  chwilę  odpowiedzi . Próbowałem  odnaleźć  jakiekolwiek  informacje  o  tak  zacnej  rodzince . Niestety  bezskutecznie .

1. Na  temat  Józefa  Wasilewskiego – uczestnika  Insurekcji Kościuszkowskiej  nie  znalazłem żadnej  wzmianki . Dotyczy  to  również  Kacpra Radziszewskiego hrabiego – uratowanego przez Józefa  oficera  .
2. Roman Wasilewski dziadek Tomasza , łowczy  księcia Botwida – na  jego  temat  jak  i  na temat  księcia  , nie  znalazłem  żadnych wiadomości  .
3. Stanisław Wasilewski , ojciec Tomasza , podleśny lasów samsonowskich – również  brak wiadomości  .
4. Magdalena Wasilewska z domu Łęska i Tomasz Wasilewski – brak  potwierdzenia  istnienia  takich  osób .

Pavelock
Zapisane

prawdziwy patriota zna historię  własnego kraju
jacek0846
Młodszy chorąży
***

Pomógł 0
Offline Offline

Wiadomości: 62


Odpowiedz #206 : Marzec 26, 2017, 09:53:12

Jeden ze starszych artykułów , które pisałem  pod  pseudo .

Tajemnica cmentarza

    Zupełnie przypadkiem wpadła mi w ręce pewna stara mapa. Chciałem kupić ją od człowieka, u którego była, niestety nie chciał sprzedać. Była to kolorowa mapa bliskich mi terenów, często odwiedzanych przeze mnie z wykrywaczem. Na szczęście mogłem zrobić ksero mapy. Było na niej sporo adnotacji czerwonym atramentem. Pismo eleganckie i równe wskazywało na wykształconego człowieka. Zaznaczonych było kilka miejsc kółkiem lub strzałką. Studiując mapę na początku nie trafiłem na nic ciekawego. Wszystkie opisy i zaznaczenia miejsc były mi znane. Bywałem tam z wykrywką, ale efekty były mizerne. Mapa była datowana na 1937 rok, a adnotacja na górze brzmiała ''zaadoptowano na potrzeby wojskowe - VIII 1939 roku." Było więcej dopisków nieznanego autora, ale nie miały charakteru ciekawostki, czy jakiejś tajemnicy. Porównałem ją z aktualnymi oraz innymi starymi mapami i tu pojawiły się ciekawostki. Najpierw znalazłem kilkanaście dróg występujących na starej mapie, a w aktualnych tylko lasy w tych miejscach. Później zobaczyłem typowe oznaczenie cmentarza na skraju jednej z miejscowości. Muszę tu jeszcze zaznaczyć, że na tym terenie do 1947 było 14 wsi. Zostały wysiedlone siłą na ziemie zachodnie, a miejsce po nich zalesione. Ten cmentarz mnie zaintrygował, gdyż bywałem nie jeden raz w tamtym rejonie i nigdy nie widziałem aby coś tam było.



    Pojechałem z kumplem na miejsce. Po wiosce zostało tylko kilka starych, owocowych drzew i jedna studnia, teraz zasypana. W miejscu gdzie według mapy miałby się znajdować cmentarz było tylko las i krzaki. Nic nie znaleźliśmy. Postanowiłem pojechać do pewnej gminnej miejscowości - G., gdzie w strukturach władzy gminy pracował mój przyjaciel. Spytałem go czy pomoże mi odnaleźć kogoś żyjącego jeszcze z tej wioski. Zapalił się do pomysłu i wskazał jednego starszego człowieka - pana Stefana. Starszy pan po wywiezieniu na ziemie zachodnie, postanowił wrócić do swych korzeni i już w 1949 roku osiedlił się nieopodal swojej byłej wsi. Oczywiście jak najszybciej pojechał zobaczyć rodzinne strony, lecz to co zastał wprawiło go w zdumienie. Tereny wysiedlone zajęte były przez wojsko, które miało tam swoje poligony. Wioska została praktycznie rozebrana i zalesiona, aby śladu po niej nie było. Za wsią, przed ścianą pierwotnego lasu znajdował się kiedyś cmentarz, ale nie był to cmentarz wiejski. Parafia i cmentarz gdzie chowano mieszkańców był w G. oddalonym o 6 km. Co to był więc za cmentarz ?

    -" Proszę pana, to był cmentarz wojskowy, jeszcze z I WŚ. Austriacy wybudowali, piękny kamienny mur, w środku stał mały pomnik z tablicą, a wokół było około 80 - ciu grobów oznaczonych metalowymi krzyżami. Pamiętam, jak moja matka opowiadała, że był tu szpital polowy carskiej armii. Sporo żołnierzy rannych w bitwie ( nie wiadomo o jaką bitwę chodzi i gdzie miała miejsce) zmarło tu z ran. Byłi pochowani tu żołnierze rosyjscy i austriaccy. Wszystkie tabliczki z datą śmierci były datowane na grudzień 1914 r i początek 1915 roku. Cmentarz był zawsze zadbany, ludzie z wioski palili tam świece w dniu wszystkich świętych, pamiętano o mogiłach żołnierzy. Tym bardziej, że było wśród nich wiele polskich nazwisk. Kiedy wróciłem w 1949 roku poszedłem obejrzeć moją wieś. Nie poznałem tego miejsca. Ziemia zaorana, wszędzie wznosił się młody las. Po cmentarzu nawet śladu. Było widać ścianę starego lasu i tabliczki z zakazem wstępu na teren wojskowy. Postanowiłem zaznaczyć miejsce gdzie był cmentarz póki jeszcze dobrze pamiętałem. Na drzewach wyciąłem kilka znaków, a na ziemi poukładałem trochę kamieni - mniej więcej obrys cmentarza. Po 1989 roku kiedy wojsko wyniosło się z tych terenów a wszystko przeszło we władanie Nadleśnictwa, próbowałem zainteresować wielokrotnie ich kierownictwo, aby upamiętnić to miejsce pochówku z 1915 roku. Niestety nie było żadnej odpowiedzi. Jest tak do dzisiaj. Teraz jestem już za stary, aby coś zrobić w tej sprawie, ale może wy... może wam uda się. Umówimy się w przyszłym tygodniu to pokażę wam to miejsce."

    Pojechaliśmy autem razem z panem Stefanem. Dla niego była to już niezła wyprawa. Ubrany w krótką kurtkę typu battle dres i furażerkę na głowie ruszył powoli z laską w ręku na miejsce dawnego cmentarza. Las był już nie do rozróżnienia, gdzie był pierwotny, a gdzie zalesiony w 1947r. Przez około 1 godzinę szukaliśmy śladów na drzewach i ziemi. Bezskutecznie. Pan Stefan był już zmęczony i nie za bardzo mógł się odnaleźć w tej okolicy. Odwieźliśmy starszego pana do domu i postanowiliśmy sami szukać dalej. Wpadłem na pomysł skorzystania map Nadleśnictwa, gdzie pracował kolega, a który chwalił się kiedyś, że pudełko zapałek odnajdzie według swoich map. I tak spotkaliśmy się z Rafałem, wyjaśniliśmy całą sprawę oczekując natychmiastowej odpowiedzi.

    " Chwila, chwila, to tak od razu nie będzie. Muszę pojechać w teren. Dopiero na miejscu, po obejrzeniu i zidentyfikowaniu drzew pokażę wam to miejsce."

    Na miejscu od razu widać było profesjonalizm zawodowy naszego kolegi. Wyznaczył kilka punktów, odnalazł kilka charakterystycznych drzew i pokazał nam na jednym z Grabów wycięty krzyż.
    " Tu widać, gdzie sięgał stary las, a z tego miejsca było prowadzone nowe sadzenie. Te drzewa mają około 60 lat, a tu wiele jest starszych. "

    Najważniejsze jednak było odnalezienie znaku na grabie. Bo to oznaczało, że jesteśmy na dobrej drodze w odszukaniu śladów. Później znaleźliśmy jeszcze dwie kupki kamieni usypanych w liniach prostych i pasujących do znaku na drzewie. Według naszych wyliczeń cmentarz mierzył jakieś 40 x 30 metrów, ale nie jest to jeszcze precyzyjne określenie wymiarów.

    Na razie na tym zakończyliśmy nasze działania w odnalezieniu starego cmentarza. W tym roku planujemy sięgnąć i odnaleźć jakieś dokumenty dotyczące tej tajemnicy. Jeżeli wszystkie dowody wskażą na umiejscowienie w "naszym" rejonie tego cmentarza - zwrócimy się oficjalnie do władz, nie tylko gminnych, o odnowienie miejsca pochówku tych żołnierzy. I jeszcze jedno, pan Stefan powiedział też, że Austriacy wybrali to miejsce, gdyż obok była już stara mogiła, która znalazła się później w obrębie cmentarnego muru. Czyżby pochowani byłi tam Powstańcy Styczniowi ? I z jakiej bitwy pochodzili ranni carscy żołnierze z okresu XII 1914 i I 1915 ?

Witam. Chyba kolega powyższego wpisu nie będzie miał za złe jeżeli napiszę parę słów z okolic  które znam od dziecka.
Czytając ten wpis dopatrzyłem się błędnej daty wysiedlonych wiosek z tej okolicy. Poligon w Baryczy istniał już w okresie zaborów w tym przypadku zaboru Rosyjskiego. Początkowo sięgał tylko okolic Baryczy, lecz już po drugiej wojnie światowej stacjonowało tam wojsko Polskie, które nawet w mojej  rodzinnej wiosce Janów oddalonej od Baryczy o około 2 5 kilometrów odbywało ćwiczenia. By jak to się mówi powiększyć rejon poligonu wysiedlono 19 wiosek. Początek wysiedlania to 1952 r. Byłem dzieckiem ale jak dziś mam przed oczyma potężne Studebaker US-6 i fordy Kanadyjskie które przewoziły wysiedlonych ludzi oraz ich dobytek  na stację kolejową do Skrzyńska koło Przysuchy. Płacz i lament było słychać w każdym jadącym  samochodzie. Wysiedlanie odbywało się w ten sposób że rodzina dostawała przykaz na opuszczenie budynku co nie obywało się bez protestu, wtedy wojsko  zapinało liny do węgłów mieszkania i do ciągnika gąsienicowego ,,Staliniec'' i następowała fizyczna likwidacja budynku.Ludzie uciekali  z walącego się  budynku a tych bardziej opornych wojsko i milicja wyprowadzała siłą. Jednak prawda o tym ,,powiększeniu poligonu'' jest trochę inna. To w te rejony i do tych wiosek w 1944 r. w czasie akcji ,,Burza''  idące na pomoc walczącym powstańcom w Warszawie dotarły oddziały AK. W gajówce ,,Promień'' w wiosce Kuźnica blisko mojej wioski Janów był sztab i dowództwo tych oddziałów. ,,Wyzwolenie'' a z nim nowe spojrzenie na historię, i nowe władze z większością przedstawicieli A L i G L , oraz to że wyzwolone tereny na zachodzie trzeba było zasiedlić, dały możliwość pokazania kto rządzi. Po jakimś czasie i to nie długim pozwolono jednej wiosce Brzeźnica odbudować domy. Istnieje do dziś choć w mniejsza niż kiedyś. By zatrzeć ślad po wysiedleniu szybko zalesiano ten teren. Przyznam się że i ja jako dziecko brałem udział w zalesianiu Zapniowa z której to wioski pochodzą moi najstarsi  ,,Protoplaści po Mieczu''  bo odnalazłem na geneoteka . genealogia prapraprapradziadka, cztery pokolenia.Nadleśnictwo płaciło 30 zł. za cały dzień pracy a o pracę było trudno w tamtym czasie bo wielki piec hr. Dęmbińskiego ze względu na brak paliwa do wytopu  rudy pozyskiwanej w okolicy wygaszono w mojej wiosce w 1909 r. W tych linkach jest wzmianka o tych wioskach i o tym poligonie. Pozdrawiam Jacek

http://swietokrzyskie.fotopolska.eu/Barycz/b7860,Poligon_i_oboz_cwiczen__Barycz_-_Gowarczow.html


http://gosc.pl/doc/1296330.Wspominali-tragiczne-dni
Zapisane
Strony: 1 ... 12 13 [14] Do góry Drukuj 
Skocz do:  

Pozycjonowanie tego serwisu zapewnia firma skuteczni.pl

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines