Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Czy dotarł do Ciebie email aktywacyjny?
Październik 22, 2017, 13:42:26

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukaj:     Szukanie zaawansowane

Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Strony: 1 [2] Do dołu Drukuj
Autor Wątek: Radom  (Przeczytany 2633 razy)
jacek0846
Młodszy chorąży
***

Pomógł 0
Offline Offline

Wiadomości: 62


Odpowiedz #15 : Sierpień 09, 2017, 07:44:24

Witam. Druga część

Wklejam opis walk w rejonie Iłży dla tych którzy poszukują  miejsc do polatania z wykrywką. Szczególnie ciekawy jest ostatni fragment wpisu, gdzie wymieniono trzech żołnierzy z Częstochowy. Kiedyś w jednej z publikacji natknąłem się na opis ukrycia depozytu z banku Częstochowskiego. W 1939 ten depozyt zabrał wycofujący się oddział wojska i ukrył w Górach Świętokrzyskich w pobliżu gajówki. Tutaj właśnie ci trzej żołnierze pozostają w lesie już po przegranej kampanii wrześniowej. A może to jest właśnie ten trop. Pozdrawiam i życzę sukcesów jeżeli ktoś z poszukiwaczy ,,polata z wykrywką''Muszę rozdzielić wysyłaną wiadomość bo jest za duża.

Kontratak czołgów niemieckich
Przed godziną 8 doszło do zmiany sytuacji na polu walki. Po stronie niemieckiej do działań włączył się 67 batalion czołgów, liczący około 40-50 czołgów, z zadaniem wykonania kontrataku. Czołgi uformowane w kilku falach ruszyły ciaśniną na północ od Płus. Odziały polskie w zawiązku z małą ilością środków obrony ppanc. podjęły nierówną walkę. Największe straty poniósł I batalion 52 pp, który został rozbity. W odziały polskie wdała się panika, którą spotęgowało kilka samolotów niemieckich, które ostrzelały wycofujących się żołnierzy polskich. Poległo wielu dowódców i żołnierzy. Rozpoczął się powolny odpływ najpierw pojedynczych żołnierzy, potem coraz większych grup w stronę lasu. Wszystkie bataliony kolumny północnej do ok. godz. 9-tej znalazły się w lesie starachowickim.

Jedynym pododdziałem jakiemu udało się przebić przez szosę Iłża Lipsko był pluton ppor. Gniewka z II batalionu 52 pp. Podczas natarcia kolumny południowej dotarł on w pobliże Pasztowej Woli, gdzie został zatrzymany ogniem broni maszynowej. Mimo tego dowódca poderwał żołnierzy do szturmu. Było to całkowitym zaskoczeniem dla Niemców, dzięki czemu plutonowi udało się przebić do lasu małomierzyckiego. Pluton poniósł jednak duże straty, a wśród zabitych znalazł się ppor. Gniewek.

Fala odwrotowa ok. godz. 10 ogarnęła także kolumnę południową, mimo iż przed jej oddziałami pojawiły się nieliczne czołgi niemieckie. Około godz. 9.30 niemieckie czołgi wjechały do nie bronionej Iłży. Bitwa dobiegła końca.

Rozwiązanie 12 DP
Odziały polskie, które znalazły się w lesie starachowickim znajdowały się w rozsypce. Żołnierze byli zszokowani, głodni i przemęczeni. Wszystkie wsie na wschód od Iłży płonęły. Na skraju lasu oraz w północnej części leżały zwłoki żołnierzy oraz ludności cywilnej, która na czas bitwy schroniła się w lesie, koni, walały się sterty porzuconego sprzętu. Bez celu kręcili się zszokowani ranni i pozostawione bez opieki konie. Brakowało amunicji, żywności, a nawet wody, gdyż z powodu upalnego lata studnie w lesie były wyschnięte. Doszło do tego, że koniom trzeba było wydzielać wodę łyżkami. Około południa odbyła się narada wyższych dowódców. Gen. Skwarczyński podjął decyzję o rozwiązaniu dywizji i przebijaniu się w małych grupach za Wisłę. Obaj generałowie wkrótce po południu udali się w niewielkiej grupie za Wisłę. Oficjalnego rozwiązania dywizji dokonał dowódca artylerii dywizyjnej 12 DP płk Rawski o godz. 16.30. Rozkaz brzmiał: "Porobić zbiórki, ogłosić żołnierzom niemożliwość dalszej walki, powyjmować zamki z dział i poniszczyć sprzęt nie dający się zabierać, konie wyprządz i rozpuścić, sztandary zabrać lub zabezpieczyć. Przebijać się drobnymi oddziałami za Wisłę w kierunku Józefowa". Ciężko rannych odesłano furmankami w kierunku wojsk niemieckich. Przyjął ich na leczenie niemiecki szpital w Wierzbniku. Większość żołnierzy pomaszerowała gościńcem ostrowieckim na południe, a następnie w rejonie Miłkowskiej Karczmy i Kurzacz w lewo ku Wiśle.

Działania resztek 3 DP i 36 DPrez.
W tym samym czasie w lesie małomierzyckim zgromadziły się resztki pięciu batalionów z 3 DP, które docierały w różnym czasie i z różnych kierunków. Zmęczenie, a być może i upadek ducha wśród żołnierzy spowodował iż w lesie małomierzyckim nie doszło do scalenia i odtworzenia 3 DP. Żołnierze w małych grupkach przebijali się z różnym rezultatem za Wisłę.
W tym dniu przez pobojowisko pod Iłżą przemaszerowały resztki 36 DPrez., które dozbrajając się w rejonie Piotrowego Pola również ruszyły ku Wiśle.

Po bitwie
Czołgi niemieckie, które wjechały około godz. 9.30 do Iłży, po nie napotkaniu na swej drodze oddziałów polskich wycofały się na pozycje wyjściowe w rejonie Michałowa. Miasto częściowo płonęło. Na ulicach walała się porzucona broń i ekwipunek żołnierski oraz masa zniszczonych bądź porzuconych wozów. Oszołomieni mieszkańcy wyszli z ukryć. Część z nich udała się na niedzielne nabożeństwo. Około godz. 10 niespodziewanie nadleciały niemieckie samoloty, bombardując niebronione już miasto. Wybuchły nowe pożary min. na ulicy Podzamcze i Ratuszowej. Niebawem po nalocie do miasta wkroczyły oddziały niemieckie rozpoczynając 5 letni okres okupacji. Naprzeciw nim wyszła delegacja w skład której wszedł ks. Jan Ruczkowski, rabin oraz adwokat Jan Grubski, władający językiem niemieckim, który został wkrótce mianowany przez Niemców burmistrzem.

Od samego początku Niemcy rozpoczęli poszukiwania ukrywających się żołnierzy polskich. W tym celu wchodzili do domów, piwnic i strychów. Wielu żołnierzy WP, dzięki bezinteresownej pomocy iłżan, którzy udzielali im schronienia lub dawali cywilne ubrania uniknęło niewoli. Doktor Wiktor Bijasiewicz zatrudnił dwóch wojskowych jako salowych. Czesław Bednarczyk udzielał pomocy dwóm żołnierzom ukrywającym się w grobowcu na cmentarzu. Aptekarz Władysław Kulesza udzielał bezinteresownie pomocy rannym żołnierzom polskim. Przykładów takiego bezinteresownego i w większości przypadków anonimowego bohaterstwa nie sposób  w pełni wymienić.

W ostatniej stodole na Kotlarce po lewej stronie przy drodze prowadzącej na św. Franciszka znajdował się polski punkt opatrunkowy. Po bitwie znalazło się w nim wielu rannych. Warunki pozwalały tylko na wykonywanie podstawowych zabiegów. Zmarłych z ran żołnierzy pochowano przy Kościółku św. Franciszka. Leszek Siemion w książce Iłża pamiętna klęska podaje iż był to punkt opatrunkowy I batalionu 52pp, w którym po ucieczce sanitariuszy pozostał tylko lekarz batalionowy i 14 rannych. Ranni zostali dobici przez żołnierzy Wehrmachtu bagnetami, a lekarz zastrzelony.

Polegli
Gdy sytuacja unormowała się Niemcy przystąpili do zbierania broni oraz do pochówku poległych. Do czynności tych wykorzystano miejscową ludność. Zabitych Niemców pochowano na Nowym Cmentarzu w Iłży, obecnie mogiła ta nie istnieje. We wspomnieniach Mariana Langera, autora książki Lasy i Ludzie można znaleźć informację iż autor doliczył się 87 grobów niemieckich. Zauważa on również iż nie był to pełen obraz strat niemieckich, gdyż w celu zatarcia swych strat pod Iłżą wielu poległych żołnierzy niemieckich odesłano do Rzeszy. W żadnej innej publikacji nie znalazłem danych określających straty niemieckie poza ogólnym stwierdzeniem iż były one duże. Polegli żołnierze z 22 pułku artylerii plot. zostali wyszczególnieni w rozkazie dziennym  dowódcy Luftwaffe Hermana Goringa z 23 września 1939: liczni oficerowie, podoficerowie i szeregowcy zginęli śmiercią bohaterów. Ich bohaterskiemu oporowi zawdzięcza się, że bitwa została zwycięsko zakończona.

Poległych żołnierzy polskich pochowano w mogiłach zbiorowych na cmentarzu w Iłży, cmentarzu "Panny Marii", w lesie Aleksandrowskim, przy kościółku św. Franciszka oraz kilku mniejszych mogiłach na terenie walk. Część poległych na Piłatce została pochowana w tymczasowej mogile na przeciwko gospodarstwa Godziszów, w późniejszym czasie zostali przeniesieni na cmentarz w Iłży. Ze wspomnień mieszkańców wynika iż w przeciwnieństwie do poległych Niemców, których zbierano i pochowano bardzo szybko, poległych Polaków ze względu na zakaz niemiecki zaczęto grzebać dopiero kilka do kilkunastu dni po bitwie. Na podstawie wykazu mogił straty polskie należy ocenić na około 300 zabitych. Ze wspomnień wynika iż nie wszyscy zabici żołnierze polscy zginęli w walce. Niemcy dobijali rannych na pobojowiskach, rozstrzeliwano również jeńców.
Świadkiem takiego wydarzenia był Mieczysław Ziewiecki mieszkaniec wsi Piotrowe Pole: Przyprowadzili do mojego ojca na podwórze trzech polskich jeńców i kazali im dać jeść. Matka wyniosła na podwórze trochę zsiadłego mleka. Kazali im siąść na chojaku, co leżał na ziemi, i jeść. Patrzyli jak jedzą. Potem naszych na oczach zastrzelili wszystkich. Dwóch w głowę , jednego w serce.
Podobną zbrodnię z 10 września opisuje Marian Langer. Niemiecki pluton, maszerujący przez Murowankę w kierunku Ostrowca, zbierał po drodze napotkanych ludzi. Gdy dotarł do miejsca gdzie leżał zabity Niemiec (w starciu z żołnierzami WP), któremu przyglądało się kilka osób w tym dwóch polskich nieuzbrojonych żołnierzy, dowódca plutonu kazał ustawić na środku gościńca zebranych ludzi w dwuszeregu oraz kazał ustawić karabin maszynowy z boku, tak by mógł strzelać do ludzi wzdłuż szeregu. Widząc na co się zanosi Józef Pasternak rzucił się do ucieczki. Możliwe że żołnierze strzelali z zanim tak aby mógł się uratować. W każdym razie udało mu się zbiec. Pozostali zostali rozstrzelani. Miejscowych ludzi rodziny odnalazły i zabrały na cmentarze. Pozostały tylko obok siebie przy gościńcu, po stronie wschodniej, dwa groby nieznanych polskich żołnierzy.

Latem 1940 roku na pobojowisko zaczęły przyjeżdżać rodziny poległych szukając grobów swoich najbliższych, niekiedy ekshumując i zabierając ze sobą bliskich do swoich miejsc zamieszkania.

Jeńcy
Jeńców polskich gromadzono w Ostrowcu Świętokrzyskim. Znajdował się tutaj punkt zborny skąd jeńców wysyłano do właściwych obozów jenieckich. Z relacji mieszkańców wiadomo iż Niemcy dokonywali segregacji na żołnierzy pochodzenia polskiego i ukraińskiego. Pierwsi trafiali do obozów, drugich zwalniano do domów. Z momentem pójścia do niewoli wiąże się taka oto zasłyszana opowieść. Odział polski zbliżył się do skraju lasu w rejonie Ostrowca. Dowodzący oficer ocenił iż nie można kontynuować dalszej walki, rozkazał zniszczyć lub ukryć broń oraz udać się żołnierzom w kierunku linii niemieckich w celu poddania się. Sam jednak nie mógł znieść hańby niewoli i odebrał sobie życie na skraju tegoż lasu.

Pobojowisko
Całe pobojowisko było usłane porzuconym lub zniszczonym sprzętem wojskowym. Jadąc drogą Lubienia-Marcule widziało się popalone samochody osobowe leżące w rowach oraz przewrócony polski samochód pancerny. Najwięcej jednak broni i innego sprzętu znajdowało się w kompleksie leśnym wokół Piotrowego Pola. Pomimo zakazu poruszania się po lesie pod groźbą śmieci wielu wabiły pozostawione w lesie tabory 12 DP pełne przydatnych rzeczy takich jak maszyny do szycia, sprzęt ślusarski, kuźnie polowe oraz mnóstwo rozpuszczonych przez żołnierzy koni. Ryzykując życiem w przypadku napotkania patrolu niemieckiego wyprawiali się po nie także mieszkańcy odleglejszych wiosek i miejscowości województwa kieleckiego. Szczególnym powodzeniem cieszyły się pięciokilowe szynki konserwowe zgodnie z napisem na etykiecie przeznaczone na eksport do Wielkiej Brytanii. Wszędzie można było spotkać porzuconą broń, amunicję, stosy pocisków artyleryjskich, masek i hełmów. W rejonie Murowanki na całej długości gościńca ostrowieckiego leżały setki hełmów sprawiających wrażenie przechodzących przez drogę olbrzymich żółwi. W lesie znalazło się również sporo porzuconych samochodów ciężarowych i osobowych oraz ciągników od dział. Cześć sprzętu została zniszczona przez żołnierzy polskich. Tak stało się z samochodami przewożącymi amunicję w rejonie Kruków gdzie do dziś można zauważyć rozerwane łuski oraz części samochodów, czy z ciężarówką wioząca amunicję i zapasowe lufy do armat plot. 40 mm która została podpalona przez obsługę pod Klepaczami - przez kilka godzin trwała kanonada pękających pocisków.

Niemcy natychmiast po bitwie rozpoczęli zbieranie broni i sprzętu z pobojowiska. Za ukrywanie takowego groziła najwyższa kara - śmierć. Zebrany z pobojowiska sprzęt i broń gromadzono w wyznaczonych do tego miejscach. Na podstawie archiwalnych zdjęć oraz relacji mieszkańców udało się ustalić, że zdobyczną broń polską gromadzono w pobliżu Urzędu Gminy w Błazinach Dolnych oraz na rynku w Grabowcu.

Nie wszyscy żołnierze  po bitwie złożyli broń lub wymaszerowali za Wisłę. Jeszcze przez pewien czas w lasach starachowickich pozostawały umundurowane i uzbrojone grupy żołnierzy WP, którzy nie zaprzestali walki z wrogiem. Marian Langer tak wspomina jedną z takich grup: Ukrywająca się grupa polskich żołnierzy topniała. Kilku pozostałych zbudowało sobie schron w zagajniku, w odległości około 1500 m na północny wschód od Kitowi. Chodzili i jeździli wojskowymi rowerami po lasach, umundurowani i w pełnym uzbrojeniu. Nie wdawali się w długie rozmowy z napotkanymi gajowymi lub ludźmi ze wsi, nic nie mówiąc na swój temat. Działalności swojej nie zaprzestali, zabezpieczając nadal porzuconą w lasach broń i likwidując małe niemieckie patrole, ale w taki sposób aby nie było represji na mieszkańcach lasów. Pod koniec września włożyli cywilne ubrania i wyjechali w nieznane. Zmusiła ich do zaniechania dalszej działalności zdrada gajowego Zagwożdżona, u którego Niemcy znaleźli podczas rewizji dwa karabiny. Gajowy tłumaczył się że pozostawili je polscy żołnierze poprzedniego dnia. Niemiecki oficer dał gajowemu warunek. Jeśli zdradzi miejsce pobytu żołnierzy będzie miał darowane życie. Gajowy miał żonę i  dwoje dzieci, nie chciał ich osierocić. Zgodził się na niemiecki warunek. Liczył że żołnierze będą w terenie i wskazany schron będzie w tym czasie pusty. Będąc z żołnierzami w bliskim kontakcie gajowy orientował się w ich rozkładzie zajęć. Dostarczający tym żołnierzom cywilne ubrania Julian Listek z Boru Kunowskiego stwierdził iż byli z jednostki wojskowej stacjonującej w Częstochowie. Byli to major, porucznik, plutonowy i strzelec.
Już wkrótce po bitwie, zanim powstały pierwsze organizacje, rozpoczęło się zbieranie i ukrywanie broni na potrzeby powstającego ruchu oporu.

Hubal pod Iłżą
To dość mało znane wydarzenie miało miejsce w pierwszej dekadzie października. Major Dobrzański-Hubal zjawił się w czasie swojego przemarszu w kierunku granicy węgierskiej w leśniczówce Klepacze. Odział przebywał w Klepaczach 48 godzin, gdzie wydatnej pomocy udzielił mu leśniczy Marian Langer. W tym czasie w pobliskiej gajówce i leśniczówce wypiekano chleb dla żołnierzy na drogę. Trzeciej nocy oddział ruszył w dalsza drogę, jadąc w kierunku stacji Kunów. Prowadzony na końcu kolumny biały koń, należał jak mówili Hubalczycy, do marszałka Polski Edwarda Śmigłego Rydza.

Bednarczyk Adam, Iłżecki wrzesień 1939
Bednarczyk Adam, Wspomnienia o generalne Stanisławie Tatarze
Zapisane
Strony: 1 [2] Do góry Drukuj 
Skocz do:  

Pozycjonowanie tego serwisu zapewnia firma skuteczni.pl

Powered by SMF 1.1.21 | SMF © 2006-2009, Simple Machines